Gdy rozmawiam z właścicielami siłowni i klubów fitness we Wrocławiu, prawie zawsze słyszę podobne zdanie: „ruch jest, ale nie ten, co trzeba”. Jedni mają pełną recepcję pytań o „karnet za 1 zł”, inni świecą pustkami w godzinach pracy, a jeszcze inni nie potrafią policzyć, które kampanie realnie dowożą zapisy. Poniżej zebrałem praktyczne podejście do Google Ads dla fitnessu — takie, które da się wdrożyć i mierzyć.
Wrocław to specyficzny rynek: dużo studentów, sporo nowych osiedli, duża rotacja mieszkańców i… ogromny wybór klubów. W praktyce oznacza to, że Google Ads potrafi działać świetnie, ale tylko wtedy, gdy kampanie są ułożone pod realne intencje użytkowników, a nie pod „ładnie wyglądające” wyniki w panelu.
W Advertio najczęściej spotykamy dwa typy klientów fitnessowych. Pierwszy: nieduży klub osiedlowy z konkretną społecznością, który chce stabilnego dopływu nowych osób na zajęcia grupowe. Drugi: większa siłownia z wieloma lokalizacjami lub rozbudowaną ofertą (trenerzy personalni, fizjo, dietetyk), gdzie kluczowe staje się rozdzielenie celów i opanowanie chaosu w pomiarach. Dla obu Google Ads jest użyteczne — tylko „przepis” jest inny.
Od czego zacząć: oferta, która da się sprzedać w wyszukiwarce
Największy błąd, który widzę na start: kampania próbuje sprzedać wszystko naraz. „Siłownia + fitness + trening personalny + cross + sauna” w jednej reklamie i jednej stronie. Użytkownik w wyszukiwarce rzadko jest na etapie „pokażcie mi wszystko”. Częściej wpisuje coś konkretnego:
- „siłownia Wrocław Krzyki” (lokalizacja i karnet),
- „trener personalny Wrocław” (usługa premium, konkretna potrzeba),
- „zajęcia fitness dla początkujących Wrocław” (bariera wejścia i bezpieczeństwo),
- „pilates Wrocław” (typ zajęć, często też preferencja stylu).
Z perspektywy kampanii Ads sensowniej jest potraktować te intencje osobno: osobne grupy reklam / osobne kampanie, osobne strony docelowe i osobne cele. Dzięki temu później widać, co faktycznie „ciągnie” biznes, a co jest tylko ruchem.
Strona docelowa: ma zamykać temat w 20–30 sekund
Nie ma nic gorszego niż świetna reklama, która prowadzi na stronę, gdzie trzeba się „domyślać”, co dalej. W fitnessie użytkownicy są szybcy: klik, skan i decyzja. Jeśli w pierwszym ekranie nie ma odpowiedzi na trzy pytania — gdzie, za ile, jak zacząć — konwersja siada.
W praktyce dobrze działają strony docelowe z:
- jasnym CTA (zapis na próbny trening / bezpłatna konsultacja / kup karnet online),
- konkretem lokalizacyjnym (dzielnica, dojazd, parking, godziny),
- rozbiciem oferty na 2–4 proste ścieżki („siłownia”, „zajęcia”, „trening personalny”, „pierwsza wizyta”),
- krótkimi dowodami wiarygodności (opinie, zdjęcia sali, info o trenerach),
- formą kontaktu bez tarcia (telefon, formularz, szybki zapis).
Jeśli strona wymaga przebudowy, często rekomendujemy podejście „landing first” zamiast dłubania całej witryny miesiącami. W kontekście rynku lokalnego sensownie jest też zadbać o solidną podstawę techniczną i szybkość strony. Jeśli temat strony jest u Was do dopracowania, pomocne bywa wsparcie typu tworzenie stron internetowych we Wrocławiu — szczególnie gdy strona ma być tworzona pod kampanie i mierzenie, a nie tylko „żeby była”.
Struktura kampanii Google Ads dla klubu fitness: prosto, ale precyzyjnie
W kampaniach dla siłowni we Wrocławiu zazwyczaj układamy strukturę w oparciu o trzy filary: lokalizacja, typ usługi i etap decyzji. To brzmi teoretycznie, ale w praktyce sprowadza się do prostych pytań: czy ktoś szuka „najbliżej”, czy „najlepiej”, i czy już chce się zapisać, czy dopiero sprawdza.
1) Kampanie w sieci wyszukiwania (Search) – kręgosłup pozyskania
Search zwykle jest pierwszym kanałem, który daje przewidywalne leady. W fitnessie dobrze działa podział na kampanie:
- „Siłownia / klub fitness” + dzielnice (Krzyki, Fabryczna, Psie Pole itd.),
- „Zajęcia” (pilates, joga, cross, zdrowy kręgosłup – zależnie od oferty),
- „Trener personalny” (osobny budżet i inne komunikaty),
- „Karnety / promocje” (ale z bardzo ostrożnym targetowaniem i wykluczeniami).
Anegdota z praktyki: jeden klub na zachodzie Wrocławia miał problem, że 70% zapytań dotyczyło „darmowej wejściówki” i „karnetu za grosze”. W panelu wyglądało to jak sukces — mnóstwo leadów. Po odsłuchaniu rozmów okazało się, że recepcja traci czas, a realnych zapisów jest niewiele. Rozwiązaniem nie było „więcej budżetu”, tylko zmiana komunikatów, wykluczenia słów typu „darmowe”, „za free”, „groupon” oraz przerzucenie części budżetu na frazy o intencji „pierwszy trening z trenerem / konsultacja / plan”. Liczba leadów spadła, ale zapisy wzrosły.
2) Performance Max i Display – ostrożnie i z kontrolą
Wiele klubów kusi Performance Max, bo „system sam znajdzie klientów”. Prawda jest taka: PMax bywa świetny, ale w fitnessie potrafi też przepalić budżet na osoby szukające „motywacyjnych grafik” albo klikające w reklamy z czystej ciekawości. Najczęściej działa najlepiej, gdy:
- mamy porządnie ustawione konwersje (o tym za chwilę),
- posiadamy sensowne zasoby (zdjęcia, wideo, teksty),
- wiemy, jakie cele biznesowe mają priorytet (np. trener personalny vs. karnet).
Display i YouTube traktujemy zwykle jako wsparcie (np. remarketing), a nie maszynkę do leadów „na zimno”. Szczególnie lokalnie, gdzie zasięg jest ograniczony, łatwo o sytuację: piękne wyświetlenia, brak zapisów.
Targetowanie we Wrocławiu: geografia ma znaczenie (bardziej niż się wydaje)
W kampaniach lokalnych najczęściej wygrywa prosta prawda: ludzie wybierają klub blisko domu albo pracy. To nie znaczy, że trzeba targetować „cały Wrocław”. W praktyce:
- ustawiamy promień (np. 2–6 km) lub konkretne dzielnice,
- testujemy osobne kampanie „near me” (frazy typu „blisko”, „w pobliżu”),
- pilnujemy ustawienia lokalizacji: obecność w lokalizacji, a nie „zainteresowanie”.
To ostatnie jest kluczowe. Jeśli kampania jest ustawiona na „zainteresowanie lokalizacją”, reklamy mogą wyświetlać się osobom spoza Wrocławia, które np. planują wyjazd. W branży fitness to zwykle nie ma sensu.
Słowa kluczowe: jak uniknąć ruchu, który nie kupi
W fitnessie budżet często „ucieka” na ogólne frazy lub zapytania informacyjne. Same w sobie nie są złe, ale jeśli celem jest szybkie pozyskanie zapisów, trzeba je filtrować. Zwykle zaczynamy od dopasowań ścisłych i do wyrażenia na kluczowych frazach, a dopiero potem rozszerzamy.
Przykładowe wykluczenia, które regularnie ratują budżet:
- „praca”, „oferty pracy”, „kurs”, „szkolenie” (jeśli nie rekrutujecie),
- „za darmo”, „free”, „darmowe” (jeśli nie oferujecie darmowych wejść),
- „plan treningowy pdf”, „ćwiczenia w domu” (często intencja edukacyjna),
- konkretne marki sieciówek (jeśli nie chcecie płacić za ich ruch).
Reklamy: mniej sloganów, więcej konkretów
W kampaniach dla klubów fitness często widzę komunikaty w stylu „Zacznij nowy rozdział!” — ładne, ale w wyszukiwarce przegrywają z konkretami. Dobrze działają elementy, które odpowiadają na obiekcje:
- dla początkujących (bez oceniania, wprowadzenie, opieka trenera),
- elastyczny grafik (rano / wieczorem / weekend),
- warunki wejścia (pierwsza wizyta, konsultacja, test składu ciała),
- logistyka (parking, blisko komunikacji, szatnie, prysznice).
Wrocław ma też swoją specyfikę dojazdową. Kluby na obrzeżach wygrywają parkingiem, te w centrum — dostępnością tramwajów. To są detale, które realnie zwiększają współczynnik konwersji, a kosztują jedno zdanie w reklamie.
Mierzenie efektów: GA4, konwersje i prawda o leadach
W fitnessie „lead” nie zawsze znaczy to samo. Dla jednego klubu wartością jest zakup karnetu online. Dla innego — zapis na próbny trening, bo sprzedaż domyka recepcja. Dlatego ustawienie pomiaru jest fundamentem, bez którego kampania będzie zgadywanką.
Najczęściej konfigurujemy:
- połączenie Google Ads ↔ GA4 z poprawną atrybucją,
- konwersje: wysłanie formularza, kliknięcie „zadzwoń”, kliknięcie „trasa dojazdu”, zakup karnetu,
- zdarzenia jakościowe: np. czas na stronie + scroll dla stron ofertowych,
- import konwersji (zależnie od modelu: Ads lub GA4).
Jeśli w klubie działa CRM lub choćby arkusz z leadami, da się też podejść krok dalej i oceniać jakość: ile zapytań kończy się wizytą, ile rozmową, ile sprzedażą. To moment, w którym Google Ads przestaje być „kosztem marketingu”, a staje się mierzalnym kanałem sprzedaży.
Wdrożenie GA4 bywa zaskakująco problematyczne w praktyce, zwłaszcza gdy strona była robiona lata temu, a formularze działają „na skróty”. W takich sytuacjach ratuje porządne wdrożenie Google Analytics 4, bo dopiero po uporządkowaniu tagów i zdarzeń widać, co kampania naprawdę generuje.
Budżet i oczekiwania: ile to „powinno” kosztować?
W Google Ads dla fitnessu koszt pozyskania leada potrafi być bardzo różny: inne stawki są dla „siłownia Wrocław”, inne dla „trener personalny Wrocław”, a jeszcze inne dla nisz typu „pilates na reformerach”. Do tego dochodzi sezonowość: wrzesień i styczeń mają często wyższy wolumen, ale i większą konkurencję.
| Cel kampanii | Co zwykle działa najlepiej | Na co uważać |
|---|---|---|
| Pozyskanie karnetów | Search + landing z cennikiem + szybka płatność | Promocje przyciągające „łowców okazji” bez retencji |
| Leady na trening personalny | Search na intencje + osobna strona + kwalifikacja leadów | Za ogólne frazy, brak informacji o cenie / pakietach |
| Zapełnienie zajęć grupowych | Kampanie per typ zajęć + harmonogram + remarketing | Brak limitów lokalizacji i wyświetlanie „poza zasięgiem” |
Najzdrowsze podejście to ustalić KPI nie w próżni, tylko w odniesieniu do marży i retencji. Jeśli średni klient zostaje na 6 miesięcy, można zapłacić więcej za pozyskanie niż wtedy, gdy większość rezygnuje po jednym miesiącu. I to jest rozmowa, którą naprawdę warto odbyć przed skalowaniem budżetu.
Najczęstsze problemy, które widzimy w kontach klubów fitness
Audyt konta Ads w fitnessie niemal zawsze ujawnia podobne „klasyki”. Oto te, które najczęściej blokują wzrost:
- Jedna kampania na wszystko – bez rozdzielenia celów i intencji.
- Brak wykluczeń – budżet idzie w ruch, który nie ma szans się zapisać.
- Konwersje liczone podwójnie albo wcale – dane wprowadzają w błąd.
- Nieczytelne strony docelowe – klik jest, ale użytkownik nie wie, co dalej.
- Zbyt szeroka lokalizacja – płacimy za osoby, które fizycznie nie dojadą.
Jeśli podejrzewasz, że kampania „jakoś działa”, ale wyniki są poniżej potencjału, uporządkowanie zaczyna się od diagnozy. W takich przypadkach sensowny jest audyt konta Google Ads, bo pozwala ustalić, czy problem leży w strategii, kreacjach, stronie, czy w pomiarach.
Sezonowość i promocje: jak nie spalić budżetu w styczniu
Styczeń to miesiąc obietnic. Wrocławskie kluby widzą wtedy skok zainteresowania, ale też wzrost kosztów kliknięć. Najgorsze, co można zrobić, to wrzucić agresywną promocję i szerokie dopasowania bez kontroli — wpadnie masa leadów niskiej jakości, recepcja dostanie zadyszki, a sprzedaż i tak nie urośnie proporcjonalnie.
W praktyce lepiej działa podejście warstwowe:
- Oddziel kampanię promocyjną (żeby kontrolować budżet i wyniki).
- Ustal limity i harmonogram (np. mocniej w godzinach, gdy odbieracie telefony).
- Wzmocnij remarketing – osoby, które były na stronie w grudniu, często „dojrzewają” do decyzji w styczniu.
- Pilnuj jakości leadów (formularz z jednym dodatkowym pytaniem potrafi oszczędzić mnóstwo czasu).
Co się zmienia, gdy kampanie prowadzi się „na serio”
Najbardziej namacalna zmiana, jaką widzę u klubów fitness po uporządkowaniu Google Ads, to spokój operacyjny. Nagle nie trzeba zgadywać, czy „w tym miesiącu coś nie poszło”, bo widać: ile było klików, ile wartościowych kontaktów, które kampanie przyciągają osoby z okolicy, a które tylko generują szum. Znika też klasyczny konflikt: marketing mówi „jest ruch”, a recepcja mówi „to nie są klienci”.
Jeśli miałbym streścić praktyczne podejście do Google Ads dla fitnessu we Wrocławiu w jednym zdaniu, brzmiałoby ono tak: precyzyjnie rozdziel intencje, dopasuj stronę do decyzji i mierz to, co jest warte pieniędzy. Reszta to konsekwencja w optymalizacji — tydzień po tygodniu, bez magii.
Właśnie na tym polega sens profesjonalnego prowadzenia kampanii Google Ads: nie na „ustawieniu reklamy”, tylko na stałym łączeniu danych z tym, co naprawdę dzieje się w klubie — na sali, na recepcji i w wynikach sprzedaży.














