Gdy szkoła językowa mówi mi: „Mamy świetnych lektorów, ale leady są drogie i nierówne”, zwykle już wiem, gdzie za chwilę pojawią się schody. Google Ads potrafi dowieźć stabilny napływ zapisów na zajęcia i sprzedaż kursów online, ale tylko wtedy, gdy kampania jest zszyta z realnym procesem zapisów, a nie z samym „ruchem na stronę”.
Dlaczego Google Ads działa (albo nie działa) w szkołach językowych i kursach online
W branży edukacyjnej rzadko przegrywa „jakość oferty”. Częściej przegrywa logika pozyskania klienta. Szkoły językowe i twórcy kursów online mają dość specyficzny miks: sezonowość, szybkie decyzje (np. „od poniedziałku zapisuję się na angielski”), ale też dłuższe dojrzewanie, gdy ktoś porównuje trzy szkoły i dwa kursy na Udemy. Google Ads jest tu świetnym narzędziem, bo łapie intencję: użytkownik już szuka, już ma problem („chcę dogadać się w pracy”), już czuje presję („za dwa miesiące wyjazd”).
Z drugiej strony, Google Ads jest bezlitosne, gdy próbuje się nim przykryć braki w ofercie lub procesie zapisów. W praktyce widzę dwa powtarzalne scenariusze. Pierwszy: szkoła ma dobrą stronę, ale formularz kontaktowy jest tak ogólny, że po wysłaniu klient… znika, bo nie wie co dalej. Drugi: kurs online ma świetną sprzedaż organiczną, ale kampanie płatne „nie dowożą”, bo wszystko opiera się na szerokich słowach kluczowych typu „angielski”, a potem dziwimy się, że koszt kliknięcia rośnie.
W tym artykule rozkładam na czynniki pierwsze kampanie Google Ads dla szkół językowych i kursów online: jak dobierać cele, jak planować strukturę, co mierzyć w GA4 i jak uniknąć typowych „przecieków” budżetu. Piszę z perspektywy osoby, która regularnie rozmawia z właścicielami szkół, menedżerami kursów i marketerami in-house — i często zaczyna od zdania: „Pokażmy, co tak naprawdę dzieje się po kliknięciu”.
Najpierw strategia: co tak naprawdę sprzedajesz i komu
„Kurs angielskiego” to nie jest produkt. To parasol. Pod nim mieszczą się: zajęcia indywidualne, grupowe, online, stacjonarne (często lokalnie, np. Wrocław), przygotowanie do egzaminów, kursy konwersacyjne, język biznesowy, a czasem nawet „angielski dla IT”. W Google Ads te różnice są kluczowe, bo każda z nich ma inną intencję i inną wrażliwość na cenę.
W praktyce zaczynamy od prostego ćwiczenia: lista 5–7 najczęstszych powodów, dla których klienci przychodzą. Z rozmów z klientami szkół językowych najczęściej wychodzą takie motywacje:
- Praca i awans (język biznesowy, rozmowa kwalifikacyjna, prezentacje),
- Wyjazd (wakacje, przeprowadzka, studia),
- Egzamin (matura, FCE/CAE, IELTS),
- „W końcu chcę mówić” (konwersacje, przełamanie bariery),
- Dzieci i młodzież (inny decydent: rodzic),
- Kursy online (kupuję teraz, uczę się kiedy chcę).
Ten podział później staje się osią kampanii. Zamiast jednej kampanii „Angielski”, masz osobne ścieżki: inne słowa kluczowe, inne teksty, inne strony docelowe, inne oczekiwania co do kosztu pozyskania.
Typowe cele kampanii: leady vs sprzedaż online
W szkołach językowych (zwłaszcza usługowych) najczęściej optymalizujemy pod leady: telefon, formularz, zapis na lekcję próbną, rezerwacja konsultacji. W kursach online częściej celem jest sprzedaż (transakcja) lub mikrocele prowadzące do sprzedaży (np. zapis na webinar, pobranie lekcji próbnej).
To rozróżnienie jest ważne, bo wpływa na:
- Rodzaj kampanii (Search, Performance Max, remarketing),
- Sposób mierzenia (GA4 + konwersje w Google Ads),
- Model stawek (Docelowy CPA vs Maksymalizacja wartości).
Krótka anegdota z wdrożeń: jedna szkoła językowa miała „konwersję” ustawioną na wejście na stronę kontaktu. Kampania wyglądała jak marzenie: tani CPA, mnóstwo „wyników”. Tyle że sekretariat odbierał 2–3 telefony tygodniowo. Po przejściu na mierzenie realnych zdarzeń (kliknięcie w numer telefonu, wysłanie formularza, rezerwacja terminu) okazało się, że kampania przepala budżet na ciekawskich, a nie na zdecydowanych. Dopiero wtedy dało się sensownie optymalizować.
Struktura konta Google Ads: prościej, ale precyzyjniej
W edukacji bardzo łatwo popłynąć w stronę „za dużo wszystkiego”: kilkadziesiąt grup reklam, każda z trzema dopasowaniami słów kluczowych i tekstami, które brzmią jak opis z broszury. Tylko że Google Ads w 2025 roku działa inaczej niż kiedyś. Algorytmy są mocne, ale potrzebują jasnych sygnałów i dobrego podziału intencji.
Najczęściej sprawdza się układ:
- Kampanie Search pod najważniejsze intencje (np. „kurs IELTS Wrocław”, „lekcje angielskiego online”, „niemiecki dla firm”),
- Kampania brandowa (nazwa szkoły + warianty) — tania, ale chroni przed konkurencją,
- Remarketing (najczęściej w sieci reklamowej / YouTube / PMax, w zależności od materiałów i budżetu),
- Performance Max ostrożnie, zwykle dopiero po uporządkowaniu mierzenia i feedów/assetów.
W kampaniach Search stawiam na mniejszą liczbę grup reklam, ale lepsze dopasowanie komunikatu do intencji. Jeśli ktoś wpisuje „angielski konwersacje”, to nie chcę odsyłać go na stronę „Oferta szkoły” z pięcioma zakładkami. Lepiej działa landing, który od razu mówi: ile osób w grupie, jak wyglądają zajęcia, jakie są terminy, jak zapisać się na próbne.
Dobór słów kluczowych: intencja > wolumen
Najdroższe błędy w słowach kluczowych wynikają z pogoni za dużym ruchem. Frazy typu „angielski”, „kurs angielskiego”, „hiszpański” bywają kuszące, bo mają wolumen. Problem w tym, że często mieszają intencje: ktoś szuka darmowych materiałów, ktoś chce tłumacza, ktoś porównuje szkoły, a ktoś chce aplikację.
W kampaniach dla szkół językowych i kursów online lepiej budować rdzeń na frazach:
- problemowych (np. „angielski do pracy”, „jak przełamać barierę w mówieniu”),
- konkretnych („kurs IELTS online”, „przygotowanie do FCE Wrocław”),
- lokalnych („szkoła językowa Wrocław Krzyki”, jeśli działasz stacjonarnie),
- z intencją zakupu („cennik”, „zapisy”, „lekcja próbna”).
Równolegle ważne są wykluczenia. W edukacji wykluczenia robią różnicę szybciej niż kolejne teksty reklam. Przykłady z kont, które prowadzimy: „darmowy”, „pdf”, „tłumacz”, „praca”, „definicja”, „quiz”, „aplikacja” — zależnie od oferty. To nie jest walka z Google, tylko ustawienie granic: płacimy za tych, którzy mają realną szansę zostać kursantami.
Reklamy: mniej „ładnych haseł”, więcej konkretu
W reklamach szkół językowych widzę często copy w stylu: „Rozwijaj skrzydła z językiem” albo „Nowa jakość nauki”. Brzmi miło, ale nie pomaga osobie, która wchodzi w Google i chce odpowiedzi na proste pytania: ile to kosztuje, czy dam radę, kiedy są zajęcia, jak szybko zobaczę efekt.
Dobre reklamy dla tej branży zwykle zawierają:
- format (online/stacjonarnie, indywidualnie/grupowo),
- konkret korzyści (np. „konwersacje od pierwszych zajęć”),
- przewagę (małe grupy, doświadczona kadra, elastyczne terminy),
- jasny następny krok (lekcja próbna, test poziomujący, konsultacja).
W kursach online dochodzi jeszcze jedno: redukcja ryzyka. Jeśli masz gwarancję zwrotu, moduł próbny, krótką lekcję demo — to jest paliwo do reklam. Nie trzeba krzyczeć. Wystarczy powiedzieć jasno: „Zobacz pierwszą lekcję i zdecyduj”.
Landing page i strona: miejsce, gdzie kampanie wygrywają lub przegrywają
W kampaniach edukacyjnych strona docelowa robi często większą różnicę niż 10% lepsze CPC. I nie chodzi o „ładny design”, tylko o tarcie w procesie zapisu. Klasyczne problemy, które regularnie znajduję:
- formularz zbyt długi (a na telefonie to już w ogóle),
- brak informacji „co dalej” po wysłaniu zapytania,
- cennik ukryty tak bardzo, że klient i tak idzie do konkurencji,
- brak dowodów społecznych (opinie, wyniki, case’y),
- przeładowanie treścią bez hierarchii (wszystko ważne = nic ważne).
Jeśli dopiero budujesz stronę lub planujesz jej odświeżenie, to naprawdę warto, żeby była projektowana z myślą o kampaniach. Dobrze przygotowana struktura (osobne podstrony pod intencje, szybkie ładowanie, czytelne CTA) potrafi obniżyć koszt leada bez zmiany budżetu. W kontekście projektów webowych dla firm usługowych we Wrocławiu sensownym punktem odniesienia może być oferta tworzenia stron internetowych we Wrocławiu — szczególnie jeśli zależy Ci na stronie, która „niesie” kampanię, a nie tylko wygląda.
GA4 i pomiar: bez tego optymalizacja jest zgadywaniem
W edukacji mierzenie jest podstępne. Bo część leadów wpada przez telefon, część przez formularz, część przez rezerwację, a część przez wiadomość na Messengerze (którego Google Ads nie widzi). Do tego dochodzi cross-device: ktoś kliknie reklamę na telefonie, a zapisze się na laptopie wieczorem.
Minimalny zestaw zdarzeń, który wdrażam najczęściej dla szkół językowych i kursów online:
- submit_form (wysłanie formularza),
- click_phone (klik w numer telefonu na mobile),
- book_trial (rezerwacja lekcji próbnej / terminu),
- purchase (sprzedaż kursu online),
- view_pricing (jeśli cennik jest osobną sekcją i ma sens biznesowy).
Potem mapujemy to na konwersje w Google Ads i nadajemy im priorytety (nie wszystko musi być „konwersją główną”). Jeśli chcesz to zrobić porządnie i uniknąć sytuacji „konwersje się zgadzają, ale sprzedaż nie”, kluczowe jest dobre wdrożenie analityki. W Advertio realizujemy wdrożenia Google Analytics 4 właśnie pod takie scenariusze: leadowe i e-commerce, z realnymi zdarzeniami i porządną walidacją.
Budżet i oczekiwania: ile to „powinno” kosztować?
To jedno z najczęstszych pytań. I uczciwa odpowiedź brzmi: „to zależy”, ale nie w sensie wymijającym. Zależy od miasta (Wrocław potrafi być konkurencyjny), od języka (angielski zwykle droższy niż np. włoski), od niszy (IELTS ma inny profil niż „angielski dla początkujących”), od jakości strony, szybkości obsługi leadów i sezonu.
Żeby nie zostać w ogólnikach, poniżej przykład, jak patrzeć na to praktycznie:
| Model | Co mierzymy | Typowy „wąski gardło” |
|---|---|---|
| Szkoła stacjonarna (lead) | Koszt leada + % umówionych lekcji próbnych | Czas reakcji (oddzwanianie po 2 dniach) |
| Szkoła online (lead) | Lead + jakość (poziom, cel, dostępność) | Źle dobrane intencje słów kluczowych |
| Kurs online (sprzedaż) | ROAS / CPA zakupu + współczynnik konwersji | Brak wiarygodności na stronie (opinie, demo) |
W praktyce lubię zaczynać od testu: budżet, który pozwoli zebrać sensowną próbkę danych (a nie 10 kliknięć). Potem, gdy wiemy już, które intencje dowożą leady lub sprzedaż, skalujemy to, co działa. Nie „dokręcamy śruby” wszędzie naraz.
Sezonowość i harmonogramy: kampania musi oddychać
Szkoły językowe mają sezonowość prawie jak branża fitness: wrzesień–październik potrafi być mocny, styczeń (postanowienia) też, wakacje bywają nierówne. Kursy online często mają piki przy premierach, webinarach, promocjach, ale też „długi ogon” przez cały rok.
Dlatego w kampaniach ustawiamy:
- harmonogram reklam (gdy sekretariat odbiera, gdy ktoś oddzwoni),
- dostosowania stawek pod urządzenia (często mobile generuje więcej leadów, ale nie zawsze lepszych),
- strategie na piki (np. osobna kampania na zapisy semestralne vs stała kampania na kursy ciągłe).
Zdarza się, że szkoła mówi: „W weekendy mamy dużo formularzy, ale nikt nie odbiera”. To nie problem Google Ads — to problem procesu. Czasem wystarczy automatyczna odpowiedź z propozycją terminu kontaktu albo prosty kalendarz rezerwacji, żeby te same kliknięcia zaczęły „pracować”.
Remarketing i YouTube: nie tylko „ściganie” użytkownika
Remarketing w edukacji bywa niewdzięczny, jeśli robi się go jak w e-commerce („oglądałeś produkt, kup teraz”). Tu lepiej działa podejście treściowe: przypomnieć o lekcji próbnej, pokazać krótkie wideo z lektorem, zebrać obiekcje i je rozbroić.
Przykład, który często się sprawdza:
- użytkownik wchodzi na stronę „Konwersacje”,
- nie zapisuje się,
- przez 7 dni widzi kreacje o tym, jak wyglądają zajęcia, ile jest osób w grupie i jakie są terminy,
- dostaje delikatne przypomnienie o teście poziomującym lub konsultacji.
W kursach online remarketing jest jeszcze ważniejszy, bo wiele osób potrzebuje „dwóch podejść”. Tylko uwaga: bez sensownego pomiaru i dobrze zrobionych list odbiorców łatwo przepalić budżet na wyświetlenia, które nic nie wnoszą.
Audyt konta Google Ads: najszybsza droga do odzyskania kontroli
Jeśli kampania już działa, ale wyniki są nierówne, koszt leada rośnie albo „kiedyś było lepiej”, audyt bywa najlepszym startem. Najczęściej w audycie wychodzą rzeczy mało spektakularne, ale kosztowne: brak wykluczeń, mieszanie intencji w jednej kampanii, błędne konwersje, źle spięty GA4, ustawienia lokalizacji (np. „obecność lub zainteresowanie” zamiast realnej obecności), albo Performance Max, który zjada budżet na ruch o niskiej jakości.
W takich sytuacjach wykonujemy audyt konta Google Ads, gdzie patrzymy nie tylko na same kampanie, ale też na to, co dzieje się po kliknięciu: jakie są ścieżki użytkowników, gdzie odpadają i czy Google uczy się na właściwych danych.
Obsługa leadów: element, o którym marketing nie lubi mówić
To temat, który wraca jak bumerang. Dwie szkoły mogą mieć identyczne kampanie, podobne budżety i podobne CPC, a jedna będzie mówić „Ads nie działa”, a druga „mamy komplet grup”. Różnica? Reakcja na leady.
Z rozmów z klientami wynika, że w edukacji idealnie jest:
- oddzwaniać w ciągu 15–60 minut (szczególnie przy leadach z telefonu),
- mieć gotowy krótki skrypt: pytanie o poziom, cel, dostępność,
- od razu proponować konkretny następny krok (termin próbnej / konsultacji),
- oznaczać leady w CRM lub choćby w arkuszu: skąd przyszły i czy się zapisały.
W kampaniach kursów online analogicznie: szybkie odpowiedzi na pytania, jasna polityka zwrotów, sprawna płatność i dostęp do materiałów bez „czekania na maila”.
Jak prowadzimy kampanie dla szkół językowych i kursów online w praktyce
Najlepsze efekty widzę, gdy kampanie Google Ads są prowadzone jak proces, a nie jednorazowa konfiguracja. To oznacza cykl: plan → test → wnioski → korekty → skalowanie. W Advertio skupiamy się na tym, żeby klient nie miał „ładnych wykresów”, tylko realne zapisy i sprzedaż. Jeśli interesuje Cię stała obsługa, zakres prac i sposób podejścia do optymalizacji, mamy to opisane w ofercie prowadzenia kampanii Google Ads.
Na koniec jedna obserwacja, która może brzmieć zbyt prosto, ale wciąż jest aktualna: Google Ads nie jest maszyną do cudów. Jest wzmacniaczem. Jeśli masz dobrze poukładane: ofertę, stronę, mierzenie i obsługę leada — kampanie potrafią działać przewidywalnie, nawet przy rosnącej konkurencji. A jeśli któryś element kuleje, to Ads tylko szybciej pokaże, gdzie naprawdę jest problem.
I to jest akurat dobra wiadomość: bo gdy widzimy problem, możemy go naprawić. W edukacji wygrywa nie ten, kto „najgłośniej reklamuje”, tylko ten, kto konsekwentnie domyka proces — od intencji w wyszukiwarce aż po pierwszą udaną lekcję.













