Są takie rozmowy z klientami, które powtarzają się jak refren: „Potrzebuję więcej leadów, ale bez wydzwaniania do ludzi po godzinach”, „Dlaczego tyle kliknięć, a tak mało zapytań?”. Właśnie wtedy często pada hasło: formularz bezpośrednio w reklamie. To rozwiązanie potrafi być świetnym skrótem drogi — pod warunkiem, że jest dobrze ustawione i pasuje do Twojego modelu sprzedaży.
Kampanie leadowe z formularzami w reklamie (czyli tzw. lead formy) kuszą prostotą: użytkownik widzi reklamę, klika i… zamiast lądować na stronie, od razu wypełnia krótki formularz w ekosystemie Google. Bez ładowania, bez rozpraszaczy, bez „a to ja wrócę później”. W praktyce bywa to bardzo skuteczne — szczególnie w usługach, gdzie decyzja startuje od krótkiego kontaktu: „oddzwońcie”, „wyceńcie”, „umówcie termin”.
Jednocześnie to format, który potrafi wylać kubeł zimnej wody na zespół sprzedaży. Bo lead leadowi nierówny: raz dostajesz konkret (telefon, potrzeba, termin), a raz wpis „asdf” i numer, pod który nikt nie odbiera. W Advertio prowadzimy kampanie Google Ads dla firm usługowych z Wrocławia i okolic oraz e-commerce z całej Polski — i widzimy wyraźnie, że formularze w reklamie są jak szybki pas na autostradzie: dowiozą szybciej, jeśli wiesz, dokąd jedziesz i masz sprawny samochód (czytaj: proces obsługi zapytań).
Na czym polega lead form w Google Ads (po ludzku)
Formularz w reklamie to rozszerzenie (asset) lub format, który pozwala zebrać dane kontaktowe bez kierowania użytkownika na landing page. Najczęściej działa to tak:
- Użytkownik widzi reklamę w wyszukiwarce lub na urządzeniu mobilnym.
- Klikając w przycisk (np. „Wyślij zapytanie”), otwiera się formularz.
- Google potrafi automatycznie uzupełnić część pól (np. imię, e-mail) na podstawie profilu użytkownika.
- Po wysłaniu formularza dane trafiają do konta Google Ads i mogą być przekazane dalej (np. e-mailem lub przez webhook / integrację).
W teorii brzmi idealnie, ale diabeł jest w szczegółach: jakie pytania zadasz, jaką obietnicę złożysz w reklamie, jak szybko oddzwonisz i jak zmierzysz jakość. Jeśli pominiesz te elementy, możesz „kupić” dużo kontaktów, które nie mają wartości biznesowej.
Kiedy formularze w reklamie mają sens (a kiedy lepiej ich nie używać)
Najlepsze wyniki widzimy zwykle w trzech scenariuszach:
- Usługi o szybkim, prostym wejściu – np. serwis, naprawa, konsultacja, pierwsza wizyta, wstępna wycena.
- Gdy strona nie dowozi – wolna, przeładowana, bez jasnego CTA lub z formularzem, który ma 14 pól i wymaga cierpliwości świętego.
- Gdy działasz lokalnie i liczysz na telefon – wiele firm usługowych z Wrocławia działa „na oddzwanianie”. Lead form może być wtedy krótkim mostem między reklamą a rozmową.
A kiedy lepiej uważać?
- Gdy potrzebujesz edukacji przed zakupem – np. skomplikowane B2B, drogie wdrożenia, usługi wymagające materiałów, case studies, porównań. Wtedy landing często robi robotę lepiej.
- Gdy jakość jest ważniejsza niż ilość – lead formy potrafią „nabić” wolumen, ale bez odpowiednich filtrów rośnie odsetek przypadkowych zgłoszeń.
- Gdy proces obsługi leadów kuleje – jeśli oddzwaniasz po 24 godzinach, to lead form tylko przyspieszy generowanie rozczarowań.
Krótka anegdota z praktyki: klient usługowy (typowy „zrobię dziś, jak klient zadzwoni”) chciał formularzy, bo „telefonów mało”. Po wdrożeniu lead form liczba zgłoszeń wzrosła o kilkadziesiąt procent — tylko że przez tydzień nikt do nich nie oddzwaniał na bieżąco. Efekt? Koszt leada super, realnych sprzedaży… praktycznie brak. Dopiero po ustawieniu prostego SLA: oddzwaniamy do 15 minut w godzinach pracy, wyniki zaczęły wyglądać sensownie.
Najczęstsze błędy, które widzimy w kampaniach leadowych
Jeśli miałbym wskazać trzy najczęstsze problemy, które „psują” formularze w reklamie, to byłyby to:
- Za mało kontekstu w reklamie – użytkownik nie wie, czego dotyczy zapytanie, więc klika z ciekawości.
- Zbyt łatwy formularz – paradoksalnie im mniej pól, tym więcej śmieci. Czasem jedno dodatkowe pytanie filtruje lepiej niż budżet.
- Brak kontroli jakości – firma patrzy na koszt leada, a nie na to, ile z nich kończy się rozmową i ofertą.
W usługach lokalnych bardzo często działa podejście „krótko, ale konkretnie”: imię + telefon + jedno pytanie kwalifikujące, np. „Jaki termin Cię interesuje?” albo „W jakiej dzielnicy?”. To drobiazg, a zmienia charakter rozmowy i nastawienie osoby po drugiej stronie.
Jak zaprojektować formularz, żeby leady były lepsze
Formularz w reklamie nie jest miejscem na ankietę, ale też nie powinien być „kliknij i zniknij”. Poniżej podejście, które regularnie się sprawdza.
1) Jasna obietnica i uczciwe oczekiwania
Jeżeli obiecujesz „Darmową wycenę w 15 minut”, to naprawdę musisz dowieźć. W przeciwnym razie leady będą się obrażać szybciej, niż je wygenerujesz. Lepiej napisać „Oddzwonimy dziś” i faktycznie oddzwonić, niż obiecać złote góry.
2) Jedno pytanie kwalifikujące
W zależności od branży może to być:
- budżet widełkowy (np. „do 3 tys.” / „3–10 tys.” / „powyżej 10 tys.”),
- typ usługi (np. „naprawa” vs „przegląd”),
- lokalizacja,
- pilność (np. „na już” / „w tym tygodniu” / „w tym miesiącu”).
To pytanie działa jak filtr i jednocześnie przygotowuje grunt pod rozmowę. Sprzedawca nie zaczyna od „W czym mogę pomóc?”, tylko od „Widzę, że chodzi o termin w tym tygodniu — pasuje środa czy piątek?”.
3) Odpowiednia liczba pól
Nie ma jednej magicznej liczby. W praktyce:
- 2–3 pola = więcej zgłoszeń, zwykle niższa jakość.
- 4–6 pól = mniej zgłoszeń, często wyższa jakość.
Dla wielu firm usługowych „sweet spot” to 3–4 pola. Dla bardziej wymagających usług B2B często 5–6, ale wtedy warto zadbać o sensowne pytania i maksymalnie proste odpowiedzi (listy wyboru zamiast pola tekstowego, gdzie ludzie wpisują „nie wiem”).
Ruch z lead form vs. ruch na landing page — praktyczne różnice
Formularz w reklamie omija Twoją stronę. To zaleta (mniej tarcia), ale też koszt (mniej kontroli nad doświadczeniem). Jeśli masz świetnie przygotowany landing, szybki, z mocnymi argumentami i referencjami, to czasem szkoda go nie wykorzystać. Z kolei jeśli strona jest „wizytówką” sprzed 8 lat, lead form może uratować wyniki zanim zrobisz porządną przebudowę.
To nie jest albo-albo. Bardzo często sensowne jest testowanie dwóch ścieżek równolegle: kampania na formularz i kampania na landing, a potem porównanie jakości leadów w czasie.
| Element | Formularz w reklamie | Landing page |
|---|---|---|
| Szybkość pozyskania leada | Bardzo wysoka | Zależna od strony (czas ładowania, UX) |
| Kontrola nad przekazem | Ograniczona | Duża (treść, social proof, oferta) |
| Jakość leadów | Bywa zmienna, wymaga kwalifikacji | Często stabilniejsza, gdy landing dobrze tłumaczy ofertę |
| Analityka i atrybucja | Trzeba zadbać o poprawne importy i definicje konwersji | Łatwiejsza integracja z GA4 i zdarzeniami na stronie |
Skąd biorą się „słabe” leady i jak je ograniczyć
W lead formach problemem bywa łatwość wysłania zgłoszenia. Użytkownik nie musi nic czytać, nie musi czekać na stronę, czasem nawet nie musi wpisywać danych ręcznie. To super dla konwersji, ale bywa też super dla przypadkowych klików.
Co realnie pomaga ograniczyć słabe leady:
- Doprecyzowanie nagłówka – zamiast „Darmowa wycena” lepiej „Wycena montażu klimatyzacji we Wrocławiu”.
- Pytanie o potrzebę – np. „Jaki metraż?” albo „Ile pomieszczeń?”.
- Wykluczenia w słowach kluczowych (dla kampanii w wyszukiwarce) – klasyka: „praca”, „darmowe”, „jak zrobić”, „kurs”.
- Harmonogram reklam – jeśli wiesz, że nikt nie oddzwoni o 22:30, to często nie ma sensu zbierać wtedy leadów (chyba że masz automatyzację i szybki follow-up).
W e-commerce lead formy spotykamy rzadziej, ale potrafią działać w specyficznych przypadkach: produkty droższe, zamówienia B2B, indywidualne wyceny. Sklep, który sprzedaje standardowy asortyment, zwykle lepiej optymalizuje się pod zakup niż pod formularz. Natomiast sklep z ofertą „na zapytanie” — zupełnie inna historia.
Co z pomiarem? GA4, import konwersji i „prawda” o skuteczności
Formularze w reklamie to miejsce, gdzie łatwo się oszukać metrykami. W Google Ads zobaczysz konwersję, bo formularz został wysłany. Ale biznesowo interesuje Cię: czy ktoś odebrał telefon, czy rozmowa była sensowna, czy powstała oferta, czy była sprzedaż.
Dlatego w praktyce rozdzielamy dwa poziomy:
- Konwersja marketingowa – wysłanie formularza (tani sygnał).
- Konwersja jakościowa – np. lead zakwalifikowany, umówiona wizyta, sprzedaż (droższy, ale prawdziwy sygnał).
W wielu firmach usługowych wprowadzamy proste oznaczenia w CRM albo choćby w arkuszu: „odebrane / nieodebrane”, „kwalifikacja: tak/nie”, „wartość”. Potem da się to spiąć z optymalizacją kampanii. Jeśli chcesz mieć w tym porządek, kluczowe jest poprawne wdrożenie analityki i definicji zdarzeń — w takich projektach pomagamy w ramach wdrożenia Google Analytics 4, bo bez sensownych danych decyzje budżetowe stają się loterią.
Ważna uwaga: formularz w reklamie nie generuje klasycznej wizyty na stronie, więc GA4 nie „zobaczy” go jak standardowego wypełnienia formularza na landing page. Dlatego pomiar trzeba planować w Google Ads (konwersje), a potem — jeśli to możliwe — łączyć jakość leadów po stronie firmy (offline conversions, import z CRM). To jest ten moment, w którym kampania przestaje być tylko „klikami” i zaczyna być procesem sprzedażowym.
Jak ustawiamy kampanie leadowe, żeby nie przepalać budżetu
Od strony operacyjnej kampania leadowa z formularzem to nie tylko „dodaj asset i gotowe”. Kilka elementów, które w praktyce robią różnicę:
- Podział na intencje – osobne grupy reklam pod frazy „pilne” (np. „naprawa + miasto”) i osobne pod „rozważaniowe” (np. „koszt”, „opinie”).
- Testy kreacji – lead formy mocno reagują na niuanse w nagłówku. „Umów termin” działa inaczej niż „Zostaw kontakt”.
- Ostrożna automatyzacja stawek – na starcie wolimy mieć kontrolę i szybko uczyć się jakości, zanim algorytm zacznie „gonić” tanią konwersję.
- Higiena konta – wykluczenia, dopasowania słów kluczowych, lokalizacje, segmentacja urządzeń.
Jeśli masz wrażenie, że Twoje konto „żyje własnym życiem”, a formularze generują dziwne zgłoszenia, to często problem jest głębiej niż sam format. Wtedy sensownym krokiem bywa audyt konta Google Ads — bo w audycie wychodzą rzeczy typu: ruch spoza obsługiwanego obszaru, złe dopasowania, brak wykluczeń, konwersje zliczane podwójnie albo optymalizacja pod niewłaściwe działanie.
Formularz w reklamie a przygotowanie „zaplecza”: strona, oferta, obsługa
Nawet jeśli lead form omija stronę, to Twoja strona nadal ma znaczenie. Dlaczego? Bo użytkownicy i tak często ją sprawdzają: klikną reklamę, wypełnią formularz, a potem wejdą w Google i szukają opinii, realizacji, cennika. Jeśli tam trafiają na nieaktualne informacje albo strona ładuje się wieki, zapał potrafi zgasnąć.
W przypadku firm lokalnych we Wrocławiu często widzimy scenariusz: kampania działa, leady wpadają, ale konwersja na sprzedaż jest słaba, bo strona nie buduje zaufania. W takich sytuacjach pomaga uporządkowanie podstaw — czasem łącznie z przebudową strony. Jeżeli temat strony jest u Ciebie w kolejce „kiedyś”, to warto pamiętać, że dobrze zrobiona witryna potrafi podnieść jakość leadów nawet wtedy, gdy leady zbierasz przez formularz w reklamie. (Przy okazji: jeśli rozważasz stronę usługową lokalnie, zobacz ofertę tworzenia stron internetowych we Wrocławiu — to kierunek, który często domyka cały lejek.)
Jak rozmawiać z leadami z formularza, żeby nie tracić potencjału
To może brzmieć banalnie, ale różnica między firmami, które „lubią” lead formy, a tymi, które ich „nienawidzą”, zwykle leży w obsłudze. Dwa proste wnioski z praktyki:
- Szybkość kontaktu: lead z formularza jest świeży, ale też łatwo stygnie. Oddzwanianie następnego dnia to proszenie się o „już załatwione”.
- Start od konkretu: masz w formularzu pytanie kwalifikujące? Użyj go w pierwszym zdaniu. To buduje wrażenie, że po drugiej stronie jest ktoś ogarnięty, a nie automatyczna infolinia.
W jednym z projektów (usługi domowe) zmieniliśmy tylko dwie rzeczy: dodaliśmy pytanie o dzielnicę i wprowadziliśmy zasadę oddzwaniania do 10 minut. Koszt leada wzrósł nieznacznie, ale liczba realnie umówionych terminów skoczyła wyraźnie. Właśnie dlatego nie da się ocenić lead form wyłącznie po CPL.
Jak to ugryźć, jeśli dopiero zaczynasz
Jeśli myślisz o kampaniach leadowych z formularzami w reklamie, zacząłbym od krótkiego planu:
- Ustal, co jest „dobrym leadem” (np. rozmowa powyżej 2 minut, konkretna potrzeba, lokalizacja w zasięgu).
- Dodaj jedno pytanie kwalifikujące i nie bój się, że spadnie wolumen — często o to chodzi.
- Zapewnij szybki follow-up (nawet prosty proces: powiadomienie + osoba dyżurna).
- Porównaj z landingiem przez 2–4 tygodnie, patrząc nie tylko na CPL, ale na jakość.
Jeśli potrzebujesz wsparcia w ustawieniu kampanii i testach porównawczych, w Advertio robimy to na co dzień w ramach prowadzenia kampanii Google Ads (różne modele współpracy, często zdalnie). Kluczowe jest to, żeby nie traktować formularza jako magicznego przycisku „więcej klientów”, tylko jako element większej układanki: intencja → reklama → kontakt → obsługa → sprzedaż.
Podsumowanie: formularz w reklamie to narzędzie, nie strategia
Kampanie leadowe z formularzami bezpośrednio w reklamie potrafią świetnie działać, zwłaszcza w usługach lokalnych i tam, gdzie liczy się szybkość. Mogą też narobić bałaganu, jeśli zabraknie kwalifikacji i sensownego pomiaru. Z naszego doświadczenia wynika, że najlepsze efekty pojawiają się wtedy, gdy formularz jest prosty, ale nie „bezmyślny”, a obsługa leadów działa jak dobrze naoliwiona rutyna — bez odkładania kontaktu na później.
Jeśli podejdziesz do tematu praktycznie: z testami, z obserwacją jakości i z dbałością o proces po stronie firmy, lead formy mogą stać się jednym z najbardziej opłacalnych formatów pozyskiwania zapytań w Google Ads.














