Jeśli kiedykolwiek miałeś dzień, w którym budżet Google Ads znikał szybciej niż kawa w biurze, a telefon… milczał, to prawdopodobnie znasz temat „podejrzanych kliknięć”. Czasem to boty, czasem konkurencja, a czasem po prostu ruch, który wygląda źle, bo coś w konfiguracji nie domyka tematu. Poniżej opisuję, jak podchodzimy do tego w Advertio w praktyce — bez magii, za to z konkretnymi krokami, które realnie ograniczają straty.
W rozmowach z klientami z Wrocławia i z całej Polski temat wraca jak bumerang: „Ktoś klika w reklamy, budżet leci, a zapytań nie ma”. I o ile brzmi to jak jedna historia, to w praktyce pod spodem kryją się co najmniej trzy różne zjawiska: boty (zautomatyzowany ruch), kliknięcia niskiej jakości (np. przypadkowe lub „ciekawscy”) oraz faktyczne, celowe klikanie przez konkurencję. Każde z nich zostawia inne ślady i wymaga trochę innego zestawu działań.
Co ważne: Google ma własne mechanizmy ochrony i w wielu przypadkach filtruje część nieprawidłowych kliknięć automatycznie. Problem zaczyna się wtedy, gdy „na papierze” wszystko wygląda poprawnie, a Ty i tak widzisz, że kampania przestaje się spinać — rośnie liczba kliknięć, spada jakość leadów, a współczynnik konwersji topnieje. Wtedy wchodzimy w tryb diagnostyki: sprawdzamy dane w Google Ads, w GA4, a czasem nawet w logach serwera i narzędziach antybotowych.
Boty, konkurencja, a może źle dobrany ruch? Najpierw nazwanie problemu
Najczęstszy błąd to założenie, że „na pewno konkurencja”. Zdarza się, jasne — szczególnie w lokalnych usługach, gdzie kilka firm walczy o te same zapytania (np. „hydraulik Wrocław” czy „klimatyzacja montaż”). Ale równie często źródłem „przepalania” budżetu jest kampania ustawiona zbyt szeroko albo brak podstawowej higieny w wykluczeniach.
W praktyce rozróżniam trzy scenariusze:
- Ruch botowy – dużo kliknięć, krótki czas na stronie, często powtarzalne wzorce (np. te same godziny, te same lokalizacje, skokowy wzrost).
- Ruch „ludzki”, ale niskiej jakości – klikają osoby spoza grupy docelowej, bo reklama jest zbyt ogólna lub dopasowania słów kluczowych są zbyt luźne.
- Celowe klikanie – zwykle krótkie sesje, powtarzalność z konkretnych miejsc, czasem korelacja z godzinami pracy konkurencji. Dowód bywa trudny, ale sygnały potrafią być wyraźne.
W jednym z kont usługowych z regionu wrocławskiego klient przyszedł z tezą: „konkurencja klika, bo zawsze po 8:00 zaczyna się jazda”. Po analizie okazało się, że kampania ruszała właśnie o 8:00, a reklamy szły szeroko na zapytania informacyjne typu „jak działa…”, „ile kosztuje…”. Ruch był prawdziwy, tylko nie zakupowy. Po uporządkowaniu fraz i dopasowań liczba kliknięć spadła, leady wróciły, a podejrzenie „ataków”… samo ucichło.
Objawy, które powinny zapalić czerwoną lampkę
Nie ma jednego wskaźnika, który krzyczy: „to bot!”. Zazwyczaj to układanka z kilku elementów. Poniżej te, które w praktyce najczęściej widzę podczas audytów:
- Nagły skok CTR bez poprawy wyników biznesowych (zapytania/telefony stoją).
- Dużo kliknięć, mało sesji (różnice między Google Ads a GA4) — czasem wynika to z konfiguracji, ale warto sprawdzić.
- Bardzo krótki czas zaangażowania i praktycznie brak przewijania strony.
- Powtarzalność — te same lokalizacje, podobne godziny, podobne urządzenia.
- Wzrost kosztu przy braku wzrostu liczby konwersji albo spadek jakości leadów (np. „puste formularze”).
W e-commerce często wygląda to inaczej niż w usługach. Sklep internetowy „czuje” boty po koszykach-widmach (dodanie do koszyka, brak dalszych kroków) albo po nienaturalnych wizytach na wielu podstronach w sekundę. Firma usługowa częściej widzi to po tym, że budżet się kończy, a telefon nie dzwoni — i to jest wyjątkowo frustrujące, bo trudniej to „zobaczyć” bez dobrej analityki.
Podstawy ochrony w Google Ads: ustawienia, które robią największą różnicę
Zanim sięgniesz po zewnętrzne narzędzia antyfraudowe, uporządkuj fundamenty. To zwykle daje największy efekt w relacji koszt–czas.
1) Sieci reklamowe: ostrożnie z rozszerzaniem zasięgu
Jeśli prowadzisz kampanie w sieci wyszukiwania, dopilnuj, by nie „dokleiła się” sieć reklamowa (GDN) jako rozszerzenie. W wielu kontach widuję to jako źródło ruchu, który wygląda na podejrzany, a w praktyce jest po prostu słabej jakości.
2) Lokalizacja: „Obecność” zamiast „Zainteresowanie”
To klasyk. Dla firm usługowych z Wrocławia (i w ogóle lokalnych) ustawienie lokalizacji powinno zwykle opierać się na obecności, a nie na „osobach zainteresowanych lokalizacją”. Inaczej reklamy potrafią wyświetlać się osobom z drugiego końca Polski, które tylko czytają o mieście lub planują wyjazd.
3) Harmonogram reklam i obserwacja godzin „anomalii”
Jeżeli widzisz, że podejrzany ruch dzieje się w konkretnych godzinach (np. późno w nocy), testowo ogranicz emisję. Nie jako docelowe rozwiązanie, ale jako eksperyment diagnostyczny. Jeśli po wyłączeniu 23:00–6:00 wyniki wracają do normy, masz mocny trop.
4) Dopasowania słów kluczowych i wykluczenia
W praktyce to jeden z najskuteczniejszych „antybotów”. Im więcej szerokich dopasowań bez kontroli, tym łatwiej o ruch przypadkowy, a czasem o ruch automatyczny, który „poluje” na popularne reklamy.
Co sprawdza się najczęściej:
- Rozdzielenie kampanii na intencje: „kup teraz” vs „informacyjne”.
- Rozsądne użycie dopasowania do wyrażenia i ścisłego dla fraz o wysokiej wartości.
- Stała praca z listą wykluczających słów kluczowych (np. „praca”, „darmowe”, „jak zrobić”, „allegro” — zależnie od branży).
5) Wykluczenia miejsc docelowych (dla kampanii display/video)
Jeśli korzystasz z displayu lub YouTube, wykluczenia aplikacji mobilnych i niektórych kategorii placementów potrafią drastycznie poprawić jakość. To obszar, w którym „podejrzane kliknięcia” bywają po prostu efektem emisji w miejscach, które generują tani, ale bezwartościowy ruch.
GA4 jako lupa: jak odróżnić „złe kliknięcia” od złej konfiguracji
Wiele alarmów o botach zaczyna się od rozjazdu danych: „Google Ads pokazuje 200 kliknięć, a w Analytics tylko 120 sesji”. To może być bot, ale równie dobrze: błędne tagowanie, konflikt zgód (Consent Mode), filtr w przeglądarce, źle wdrożone przekierowania albo problem z czasem ładowania strony.
Dlatego w Advertio zwykle idziemy ścieżką: najpierw pewność pomiaru, potem walka z nadużyciami. Jeśli masz wątpliwości co do jakości danych, sensownie jest zacząć od uporządkowania analityki — w tym miejscu naturalnie pasuje temat wdrożenia Google Analytics, bo dobrze skonfigurowane GA4 potrafi pokazać wzorce, których w Google Ads nie widać od razu (np. zaangażowanie, zdarzenia, powtarzalne parametry).
Na co patrzymy w GA4, gdy podejrzewamy boty lub kliki konkurencji?
- Czas zaangażowania i udział sesji zaangażowanych — boty często „wpadają i wypadają”.
- Źródło/medium oraz kampania (UTM lub auto-tagowanie) — czy problem dotyczy jednej kampanii, czy całego konta.
- Urządzenia i przeglądarki — nienaturalne skupienie na jednej konfiguracji bywa sygnałem.
- Lokalizacja — szczególnie jeśli firma działa lokalnie, a ruch przychodzi z miejsc kompletnie niepasujących.
Gdy podejrzenia są mocne: checklista działań „twardych”
Załóżmy, że masz już porządek w kampaniach i analityce, a mimo to widzisz powtarzalny, szkodliwy schemat. Co wtedy? Poniżej zestaw działań, które stosujemy najczęściej — od tych prostych po bardziej „techniczne”.
| Problem | Typowy objaw | Najlepsze pierwsze działania |
|---|---|---|
| Boty „klikające” reklamy | Dużo kliknięć, krótka sesja, brak interakcji | Ograniczenie zasięgu, wykluczenia, analiza w GA4, testy harmonogramu |
| Konkurencja / manualne kliki | Powtarzalność godzin, miejsc, urządzeń | Dostosowanie stawek, zawężenie fraz, obserwacja segmentów, zgłoszenie do Google |
| „Zły” ruch z powodu ustawień | Kliknięcia są, ale intencja nietrafiona | Praca na słowach kluczowych, wykluczenia, poprawa treści landing page |
Wykluczanie adresów IP: kiedy ma sens, a kiedy nie
Wykluczanie IP w Google Ads bywa kuszące, bo jest konkretne. Problem: w wielu przypadkach adresy są dynamiczne, a boty korzystają z rozproszonych sieci. Jeśli jednak widzisz powtarzające się wejścia z tego samego IP (często w B2B, gdzie ktoś klika z biura), wtedy wykluczenie potrafi realnie pomóc.
W praktyce IP działa najlepiej przy:
- pojedynczych, uporczywych „sprawcach”,
- ruchu z jednego miasta/biura,
- sytuacjach, gdy masz dodatkowe potwierdzenie w logach serwera.
Wykluczenia geograficzne i promień działania
Dla usług lokalnych promień wokół miasta i wykluczenie obszarów „spoza operacji” potrafią ograniczyć ryzyko. Jeśli obsługujesz tylko Wrocław i okolice, to nie ma sensu „łapać” całego województwa — każdy dodatkowy kilometr to potencjalnie więcej ruchu, który nie ma szans się zamienić w klienta.
Zmiana strategii stawek i sygnałów
Strategie automatyczne (np. Maksymalizacja konwersji) są świetne, ale potrzebują dobrych danych. Gdy konto jest pod ostrzałem niskiej jakości ruchu, algorytm może zacząć uczyć się na błędnych sygnałach. Czasem na krótko wracamy do bardziej kontrolowanych ustawień, porządkujemy konwersje, a dopiero potem oddajemy więcej sterowania automatyzacji.
Landing page też ma znaczenie: boty botami, ale człowiek musi „zaskoczyć”
Jest jeszcze jeden wątek, o którym rzadko mówi się w kontekście „walki z klikaniem”: strona docelowa. Paradoksalnie, im bardziej ogólny landing page, tym więcej „przypadkowych” kliknięć będzie wyglądało jak atak. Jeśli ktoś trafia na stronę i w 3 sekundy widzi, że to nie dla niego — wychodzi. A Ty widzisz klik i brak efektu.
W usługach lokalnych świetnie działa dopasowanie strony do intencji i lokalizacji (konkretna usługa, konkretny obszar, jasny cennik lub widełki, szybkie odpowiedzi na obiekcje). Jeśli dopiero planujesz przebudowę serwisu albo startujesz z nową stroną, to przydaje się solidne tworzenie stron Wrocław — dobrze zaprojektowany landing potrafi „odsiać” przypadkowych i podnieść jakość konwersji, nawet przy tym samym ruchu.
Z mojej praktyki: dwa biznesy z podobnym budżetem i podobnymi frazami mogą mieć zupełnie inne odczucie „ataków”. Ten z dopracowaną stroną i jasnym komunikatem ma mniej frustracji, bo nawet jeśli część klików jest słaba, to wartościowe i tak przebijają się do konwersji.
Nieprawidłowe kliknięcia i zwroty kosztów: czego realnie można oczekiwać
Google deklaruje, że filtruje nieprawidłowe kliknięcia i uwzględnia je w rozliczeniach. W praktyce bywa tak, że część ruchu jest odfiltrowywana automatycznie, ale nie zawsze w skali, jakiej oczekuje reklamodawca. Jeśli masz mocne przesłanki, możesz zgłosić problem do wsparcia Google i poprosić o weryfikację.
Warto podejść do tego pragmatycznie: zamiast liczyć na „zwrot”, lepiej skupić się na ograniczeniu problemu u źródła i na wzmocnieniu jakości danych. Jeśli sytuacja jest poważna, dobrym krokiem bywa audyt kont Google Ads, bo wtedy da się szybko wyłapać rzeczy, które prowokują niskiej jakości kliknięcia: zbyt szerokie dopasowania, zła lokalizacja, brak wykluczeń, mieszanie intencji w jednej kampanii, błędne konwersje.
Przykład z życia: „konkurencja klika”, a problem był… w konwersjach
Mieliśmy kiedyś klienta usługowego, który twierdził, że ktoś go „przyciska” klikami w tygodniu. Dane w Google Ads wyglądały podejrzanie: dużo kliknięć, mało konwersji. Po wejściu w szczegóły wyszło, że konwersja była ustawiona na zdarzenie, które odpalało się przy… wejściu na stronę kontaktu, a nie przy realnym wysłaniu formularza. Algorytm optymalizował więc pod osoby, które „lubią klikać kontakt”, nie pod osoby, które wysyłają zapytanie.
Po poprawce pomiaru i lekkim zawężeniu słów kluczowych kampania się uspokoiła. Co ciekawe, klient przestał mówić o „konkurencji”, bo nagle liczby zaczęły odpowiadać rzeczywistości. To dobra przestroga: bez rzetelnego pomiaru nawet uczciwy ruch wygląda jak sabotaż.
Narzędzia i praktyki operacyjne: co robimy na co dzień w prowadzeniu kampanii
W codziennym zarządzaniu kampaniami ważne jest nie tylko „ustawić i zapomnieć”, ale rytm kontroli. W Advertio regularnie przeglądamy raporty haseł wyszukiwanych, segmentujemy wyniki po urządzeniach i lokalizacjach, patrzymy na dynamikę CTR i kosztów w czasie. To pozwala wyłapać anomalię zanim „zje” cały miesiąc.
Jeśli rozważasz stałą obsługę, sensowne jest podejście, w którym ktoś po prostu pilnuje tych detali i reaguje, zanim problem urośnie. Taki zakres obejmuje m.in. prowadzenie kampanii Google Ads — nie jako jednorazowe ustawienie, tylko proces: kontrola jakości ruchu, iteracje słów kluczowych, wykluczenia, korekty stawek i dopasowanie do sezonowości.
Co możesz zrobić od razu (bez grzebania w kodzie)
- Sprawdź ustawienia lokalizacji i przełącz na „obecność”, jeśli działasz lokalnie.
- Przejrzyj hasła wyszukiwane z ostatnich 7–14 dni i dodaj pierwsze wykluczenia.
- Oceń rozjazd kliknięcia vs sesje — jeśli jest duży, zweryfikuj tagowanie i przekierowania.
- Wyłącz rozszerzenia sieci, jeśli kampania w wyszukiwarce zaczęła generować „dziwny” ruch.
- Sprawdź harmonogram i zrób krótki test ograniczenia godzin, w których widzisz anomalię.
Na koniec: mniej polowania na winnego, więcej kontroli nad systemem
Boty i złośliwe kliki się zdarzają — szczególnie w konkurencyjnych branżach i w lokalnych usługach. Ale z mojego doświadczenia wynika, że najwięcej pieniędzy „ucieka” nie przez spektakularne ataki, tylko przez drobne niedopatrzenia: zbyt szerokie dopasowania, błędne lokalizacje, konwersje mierzące nie to, co trzeba, albo landing page, który nie domyka intencji.
Kiedy poukładasz fundamenty, łatwiej odróżnić realny problem od szumu. A jeśli jednak to faktycznie nieuczciwy ruch — masz wtedy narzędzia, żeby go ograniczać metodycznie, a nie na ślepo.












