Multilingual w Google Ads brzmi prosto: „dodajemy drugi język i jedziemy dalej”. W praktyce to jeden z tych tematów, gdzie drobny szczegół potrafi spalić budżet szybciej niż zbyt szerokie dopasowania. Jeśli sprzedajesz w Polsce i za granicą (albo dopiero to planujesz), ten tekst pomoże Ci poukładać kampanie tak, żeby język nie był przeszkodą, tylko przewagą.
W rozmowach z klientami z Wrocławia i całej Polski często pada to samo zdanie: „U nas to działa w Polsce, to pewnie zadziała też w Niemczech / Czechach / UK, tylko przetłumaczymy reklamy”. I to jest moment, w którym zwykle proszę o dwie rzeczy: chwilę cierpliwości oraz dostęp do danych (GA4, Google Ads i — jeśli to e-commerce — feed). Bo kampanie multilingual są do zrobienia dobrze i opłacalnie, ale prawie nigdy nie są „kopiuj-wklej”.
Co właściwie znaczy „multilingual” w Google Ads?
W uproszczeniu: docierasz do użytkowników, którzy posługują się różnymi językami, często w różnych krajach, a Ty chcesz kontrolować koszty, jakość leadów oraz to, czy klient kończy na stronie właściwej wersji językowej. Multilingual nie musi oznaczać od razu ekspansji na 10 rynków. Czasem to po prostu sytuacja typu:
- firma usługowa z Wrocławia obsługująca klientów polsko- i anglojęzycznych (np. przeprowadzki, księgowość, kliniki),
- sklep internetowy z PL wysyłający do DE i CZ,
- producent B2B mający stronę PL/EN i okazjonalne leady z zagranicy,
- software house, który rekrutuje i sprzedaje jednocześnie — w dwóch językach.
Największy błąd? Mylenie „języka reklamy” z „językiem intencji”. Użytkownik może mieć interfejs telefonu po polsku, ale szukać po niemiecku (albo odwrotnie). Może mieszkać w Polsce i szukać usługi „in English”. A może być w UK, ale wpisywać polskie frazy, bo chce zamówić produkt „z Polski”. Dlatego w multilingualu liczy się projekt kampanii, nie tylko tłumaczenie.
Najczęstsze scenariusze: usługi vs e-commerce
W praktyce widzę dwa zupełnie różne światy.
Firmy usługowe zwykle mają krótszą ścieżkę: reklama → landing → telefon / formularz. Tu kluczowe jest dopasowanie językowe, strefa działania (geo), godziny kontaktu i to, czy lead jest „realny” (a nie np. student szukający informacji). Kampanie łatwiej optymalizować, ale łatwo też przepalać budżet na ruch informacyjny.
Sklepy internetowe mają więcej zmiennych: dostępność, koszty dostawy w różnych krajach, waluty, zwroty, polityka cenowa, a do tego feed i Merchant Center. Tu „multilingual” to często miks języka i kraju, bo te dwie rzeczy determinują nie tylko komunikat, ale też logikę oferty (np. inne ceny brutto, inne progi darmowej dostawy).
Zdarza mi się prowadzić rozmowy, gdzie sklep ma świetne wyniki w Polsce, a za granicą CPA rośnie dwukrotnie. Po 20 minutach wychodzi proza: strona niby ma EN, ale koszyk i maile transakcyjne są po polsku, a czas dostawy do DE ukryty w regulaminie. Google Ads tego nie „naprawi”. Za to dobrze ustawione kampanie mogą szybko pokazać, gdzie jest wąskie gardło.
Struktura konta: jedna kampania czy podział na kraje i języki?
To pytanie wraca jak bumerang. Odpowiedź brzmi: zależy od tego, co chcesz kontrolować i ile masz danych. W praktyce stosuję trzy typowe podejścia:
1) Podział na kraje (najczęściej najlepszy start)
Osobne kampanie na PL, DE, CZ itd. Pozwala to:
- ustawić osobne budżety i cele (np. agresywniej w PL, ostrożnie w DE),
- kontrolować harmonogram reklam (inne godziny „telefoniczne”),
- lepiej ocenić rentowność per rynek.
W usługach jest to często „must have”, bo nawet jeśli język jest wspólny (np. angielski), to oczekiwania i koszt kliknięcia potrafią być skrajnie różne.
2) Podział na języki (gdy kraj jest jeden, ale klient jest wielojęzyczny)
Przykład: firma we Wrocławiu robiąca usługi dla ekspatów. Ruch jest w Polsce, ale zapytania są w PL i EN. Wtedy kampanie językowe mają sens: inne nagłówki, inne landing page, czasem inne słowa kluczowe (bo „dentist Wroclaw” to zupełnie inny zestaw intencji niż „stomatolog Wrocław”).
3) Wariant hybrydowy (kraj x język)
Najbardziej kontrolowalny, ale też najbardziej „ciężki” operacyjnie. Sprawdza się, kiedy masz większy budżet i wyraźnie inne zachowania użytkowników, np. Niemcy w Niemczech vs Niemcy mieszkający w Polsce (to naprawdę potrafią być dwa różne segmenty).
Ważna obserwacja z praktyki: im więcej dzielisz, tym szybciej tracisz „sygnał” do automatycznych strategii (mniej konwersji na kampanię). Dlatego podział musi wynikać z potrzeby biznesowej, nie z estetyki konta.
Targetowanie językowe w Google Ads: co działa, a co bywa pułapką
Ustawienie języka w kampanii w Google Ads dotyczy języka interfejsu użytkownika, a nie tego, w jakim języku wpisuje zapytanie. To niby drobiazg, ale robi różnicę.
Typowa sytuacja: kampania na Niemcy ustawiona na język niemiecki. Wynik? Odcinasz część osób mieszkających w DE, które mają telefon po angielsku (a takich jest sporo). Albo odwrotnie: kampania na Polskę z językiem „all languages” zbiera ruch po rosyjsku i ukraińsku, ale landing jest tylko po polsku — konwersje spadają.
Najczęściej stosuję zasadę: język ustawiam szerzej, a intencję kontroluję słowami kluczowymi, treścią reklamy i stroną docelową. W kampaniach Performance Max i Shopping rola języka jest trochę inna (więcej zależy od feeda i zasobów), ale zasada „kontroluj intencję” zostaje.
Landing page i doświadczenie użytkownika: połowa sukcesu
W multilingualu to nie reklama przegrywa najczęściej, tylko strona. I nie chodzi o „ładny design”, tylko o spójność:
- czy reklama w języku EN prowadzi na EN (a nie na PL z przełącznikiem w menu),
- czy numer telefonu jest lokalny lub przynajmniej działa w danym kraju,
- czy formularz i komunikaty błędów są przetłumaczone,
- czy waluta, dostawa i zwroty są zrozumiałe bez kopania w regulaminie.
Mam w pamięci klienta usługowego, który był przekonany, że „angielski landing jest”. Był — tylko, że stopka (z kluczowym CTA do kontaktu) została po polsku, a przycisk wysyłki formularza miał tekst „Wyślij”. Niby detal. W praktyce: spadek konwersji w segmencie EN i wiele rozmów, które zaczynały się od „I don’t understand the form”.
Jeśli planujesz dopiero stronę lub przebudowę pod rynki, często lepiej od razu pomyśleć o strukturze wersji językowych, niż doklejać je później. W podobnych projektach korzystamy czasem z partnerów od tworzenia stron internetowych we Wrocławiu, bo dobrze zaprojektowana strona pod SEO/UX w wielu językach oszczędza mnóstwo budżetu reklamowego.
Słowa kluczowe i dopasowania: tłumaczenie to za mało
W multilingualu największą wartość daje nie tłumacz, tylko osoba, która rozumie, jak ludzie szukają. Przykład z e-commerce: w PL „buty trekkingowe” często idą w parze z „w góry”, „w Tatry”. W DE analogiczne frazy potrafią mieć zupełnie inne popularne modyfikatory. W usługach jest jeszcze ciekawiej: „accountant Wroclaw” bywa bliżej intencji „obsłuż mnie po angielsku”, a nie „najtańsza księgowość”.
W praktyce robię tak:
- Zbieram bazę fraz (planer, search terms, dane z SEO, rozmowy z klientem).
- Układam je wg intencji (pilne / porównawcze / informacyjne).
- Dopiero potem dopasowuję język, warianty i negatywne słowa.
Negatywne słowa kluczowe w multilingualu są krytyczne, bo mieszają się rynki i języki. Jeśli sprzedajesz B2B i pojawiają się zapytania o „jobs”, „salary”, „internship” w języku EN, potrafi to zjadać budżet szybciej niż myślisz — zwłaszcza gdy marka ma „brzmiącą rekrutacyjnie” nazwę.
Reklamy i assety: lokalizacja, a nie tylko język
Dobra reklama multilingual nie brzmi jak tłumaczenie. Brzmi jak oferta „dla mnie”. Czasem wystarczy drobna zmiana: inny argument wartości, inny porządek informacji, inne odniesienie do czasu dostawy czy terminu realizacji.
W usługach działa prosty kontrast: Polak szuka „ceny”, ekspat szuka „czy dogadam się po angielsku i czy ktoś odbierze telefon”. W e-commerce: Polak lubi „darmową dostawę od X zł”, klient z zagranicy częściej potrzebuje jasnego komunikatu „shipping to Germany in 48h” (o ile to prawda).
Warto też pamiętać o spójności zasobów w kampaniach automatycznych (np. Performance Max). Jeśli wrzucisz do jednej kampanii kreacje PL i EN, a do tego kierujesz na kilka krajów, algorytm może mieszać komunikaty. Da się to opanować, ale wymaga dyscypliny w strukturze i assetach.
Pomiar i GA4: bez niego multilingual jest zgadywaniem
Wielojęzyczne kampanie bardzo szybko ujawniają braki w analityce. Nagle okazuje się, że formularze z różnych wersji językowych raportują się jako jedno zdarzenie bez kontekstu, a e-commerce nie rozróżnia kraju wysyłki od kraju użytkownika. I wtedy decyzje typu „ten rynek jest nierentowny” mogą być po prostu błędne.
Minimalny zestaw, który chcę widzieć przy multilingualu:
- poprawnie skonfigurowane konwersje (lead / zakup) i ich wartości,
- parametry UTM i spójne nazewnictwo kampanii,
- segmentacja po kraju i języku (np. po ścieżce URL /en/, /de/),
- w e-commerce: raportowanie waluty i realnych przychodów, a nie „na oko”.
Jeśli dopiero wdrażasz GA4 albo masz podejrzenie, że dane „nie kleją się” z rzeczywistością, sensownie jest to poukładać od podstaw. W takich przypadkach realizujemy wdrożenie Google Analytics 4 tak, żeby później można było podejmować decyzje rynkowe na faktach, a nie na przeczuciu.
Budżet i strategia stawek: jak nie wpaść w spiralę kosztów
W multilingualu koszty potrafią różnić się drastycznie. Ten sam produkt w PL może mieć CPC 1,50 zł, a w DE 1,50 EUR. To nie znaczy, że DE jest „złe”. To znaczy, że musisz inaczej ustawić oczekiwania i progi rentowności.
W praktyce zaczynam od:
- oddzielnych budżetów per rynek (żeby jeden nie „zjadał” drugiego),
- realnych KPI (CPA/ROAS liczone z uwzględnieniem marży i kosztów dostawy),
- fazy testu (2–4 tygodnie na zebranie danych, a nie 2 dni i panika).
Jeśli korzystasz z automatycznych strategii (tCPA/tROAS), pamiętaj o liczbie konwersji. Kampania na nowy kraj, która ma 3 konwersje w miesiącu, nie „nauczy się” tak szybko jak rynek PL z 200 konwersjami. Czasem lepiej zacząć od ręcznie kontrolowanego podejścia, a automatyzację włączyć dopiero, gdy jest na czym pracować.
Różnice kulturowe i „miękkie” czynniki, które robią wynik
To część, której nie widać w panelu Google Ads, a potrafi decydować o tym, czy kampania ma sens.
Przykłady z praktyki:
- W niektórych branżach użytkownicy za granicą są bardziej wrażliwi na dowody zaufania (certyfikaty, opinie, jasne warunki zwrotu).
- W usługach B2B często wygrywa czas reakcji — jeśli lead z UK wpada o 17:30 naszego czasu, a Ty odpiszesz następnego dnia po południu, to realnie przegrywasz.
- W e-commerce kluczowa bywa transparentność kosztów dostawy. Ukryty koszt na ostatnim kroku koszyka zabija konwersję niezależnie od kraju.
Dlatego przy multilingualu lubię łączyć dane z reklam z „życiem”: rozmowy sprzedażowe, nagrania sesji, feedback od obsługi klienta. Czasem jedna informacja od handlowca („oni pytają o X za każdym razem”) jest warta więcej niż kolejny tydzień optymalizacji stawek.
Kontrola jakości: kiedy warto zrobić audyt zanim ruszysz za granicę
Jeśli kampanie w Polsce działają „tak sobie”, to wyjście na zagranicę zwykle nie rozwiąże problemu — tylko go zwielokrotni. Zanim dołożysz kolejne języki i kraje, warto sprawdzić fundamenty: strukturę konta, ustawienia lokalizacji, listy wykluczające, jakość konwersji, spójność reklam z landingami.
Właśnie dlatego w Advertio często zaczynamy od uporządkowania tego, co już jest. Audyt konta Google Ads pozwala szybko wyłapać miejsca, gdzie multilingual będzie „przeciekał”: od źle ustawionych lokalizacji (np. „obecność lub zainteresowanie”, które ściąga ruch z całego świata), po mieszanie języków w jednej grupie reklam, które obniża trafność.
Krótka ściąga: jak podejść do kampanii multilingual krok po kroku
| Etap | Co sprawdzić | Na co uważać |
|---|---|---|
| 1. Strategia rynków | Kraje, języki, oferta, logistyka, marża | „Wejdźmy wszędzie” bez priorytetów |
| 2. Struktura kampanii | Podział per kraj/język, budżety, cele | Za duża fragmentacja i brak danych |
| 3. Landing i UX | Wersje językowe, formularze, koszyk, kontakt | Reklama EN → strona PL |
| 4. Pomiar (GA4) | Konwersje, wartości, segmentacja po wersjach | Decyzje na podstawie niepełnych danych |
| 5. Optymalizacja | Search terms, negatywne, stawki, kreacje | Porównywanie rynków bez uwzględnienia kosztów |
Na koniec: multilingual to proces, nie jednorazowe „odpalenie”
Najlepsze kampanie multilingual, które prowadzę, mają jedną wspólną cechę: są traktowane jak rozwój produktu, a nie jak jednorazowa akcja marketingowa. Najpierw porządna hipoteza (co sprzedajemy i komu), potem test z kontrolą ryzyka, potem dopiero skalowanie.
Jeśli myślisz o wejściu na nowe rynki albo chcesz uporządkować obecne działania, kluczowe jest, żeby Google Ads nie działało w próżni. Kampanie muszą być spięte z analityką, stroną i realną obsługą klienta. Wtedy multilingual przestaje być „kosztem tłumaczeń”, a zaczyna być przewidywalnym kanałem pozyskania sprzedaży.
W Advertio na co dzień prowadzimy kampanie Google Ads dla firm usługowych i e-commerce i widzimy, że różnice między rynkami potrafią być zaskakująco praktyczne: od godzin odbierania telefonów po to, jak klient rozumie słowo „wycena”. Dobrze ułożony multilingual bierze te różnice pod uwagę — i właśnie dlatego działa.














