Sprzedaż firmy to moment, w którym nagle zaczynają mieć znaczenie rzeczy, które „jakoś działały” przez lata — w tym konto Google Ads. Kupujący (albo doradca due diligence) nie chce słuchać, że kampanie były prowadzone „na czuja”; chce zobaczyć porządek, mierzalność i powtarzalność. Poniżej opisuję, jak przygotować konto Google Ads tak, żeby nie stało się przeszkodą w transakcji, tylko atutem.
W Advertio najczęściej pracujemy z firmami usługowymi z Wrocławia (od hydraulików po kliniki), ale też ze sklepami internetowymi z całej Polski. I kiedy ktoś mówi: „za pół roku planujemy sprzedaż”, to wcale nie chodzi tylko o wyniki kampanii. Chodzi o to, czy konto Google Ads da się zrozumieć, przekazać i obronić przed dociekliwymi pytaniami kupującego.
W praktyce konto Google Ads podczas sprzedaży firmy jest jak książka serwisowa auta. Możesz mieć świetny silnik, ale jeśli w papierach jest bałagan, brakuje wpisów i wszystko jest „u pana Mietka”, to cena i zaufanie spadają. Poniżej znajdziesz checklistę i sposób myślenia, który działa niezależnie od branży i budżetu.
1) Co kupujący naprawdę chce zobaczyć w Google Ads?
W due diligence marketingowym powtarzają się te same pytania:
- Czy wyniki są mierzalne i wiarygodne? (konwersje, przychód, leady)
- Czy wzrost jest powtarzalny? (a nie „mieliśmy viral/okazję/sezon”)
- Od czego zależą wyniki? (np. jedna kampania brandowa, jeden produkt, jeden kanał)
- Czy konto jest przenaszalne? (dostępy, własność, integracje)
- Jakie jest ryzyko? (polityki, zawieszenia, nielegalne praktyki, brak danych)
Różnica między „konto działa” a „konto jest gotowe do sprzedaży” polega na tym, że to drugie ma uporządkowaną historię decyzji i danych. Kupujący ma móc wejść w konto i po 30–60 minutach rozumieć, co jest czym, czemu tak zrobiono i gdzie są dźwignie wzrostu.
2) Uporządkuj własność i dostępy: najczęstsza mina
Najbardziej przyziemny, a jednocześnie najczęstszy problem: konto Google Ads jest założone na prywatnego maila byłego pracownika, agencji albo „kogoś od marketingu”, który już nie jest w firmie. Widziałem sytuacje, w których firma wydawała kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, a formalnie nie była właścicielem kluczowych zasobów. W kontekście sprzedaży to potrafi zatrzymać proces.
Co sprawdzić i naprawić
- Google Ads: czy konto jest w firmowym ekosystemie (Google Workspace lub firmowy Gmail), kto ma rolę administratora i czy są co najmniej 2 osoby z uprawnieniami admina.
- Google Ads Manager (MCC): jeśli agencja zarządzała przez MCC, upewnij się, że konto klienta jest niezależne, a dostęp jest nadany poprawnie (bez „uwięzienia” w strukturze agencji).
- GA4: kto jest administratorem usługi GA4, czy firma ma pełne prawa, czy nie brakuje dostępu do ustawień danych.
- Google Tag Manager: analogicznie — własność i role.
- Merchant Center (dla e-commerce): konto powinno być firmowe, z poprawnymi rolami i historią zgodności.
Jeśli masz wątpliwości, warto przeprowadzić porządny audyt konta Google Ads jeszcze przed wejściem w rozmowy sprzedażowe — wtedy jest czas na naprawę bez presji terminów i nerwów.
3) Zadbaj o fundament: pomiar w GA4 i spójne definicje konwersji
Nie ma nic gorszego niż sytuacja, w której kupujący pyta: „skąd wiecie, że to się spina?”, a odpowiedź brzmi: „bo dzwoniło więcej telefonów”. Intuicja jest ważna, ale przy sprzedaży firmy liczy się dokumentowalny pomiar.
W kampaniach usługowych z Wrocławia typowy problem to mieszanie różnych „konwersji”: raz liczy się kliknięcie w numer telefonu, raz formularz, raz czas na stronie. W e-commerce bywa odwrotnie: jest zakup, ale import przychodu do Google Ads jest popsuty (np. podwójne zliczanie), przez co ROAS wygląda jak z bajki. Kupujący, który zna temat, szybko to wyłapie.
Minimalny standard, który powinieneś mieć
- GA4 skonfigurowane pod cele biznesowe: zdarzenia i konwersje odzwierciedlające realne działania użytkownika (lead/purchase).
- Import konwersji do Google Ads (lub pomiar w Google Ads) w sposób kontrolowany.
- Wykluczone śmieciowe źródła: testy, własny ruch, przypadkowe kliknięcia w tel w stopce itp.
- Opis konwersji: krótka notatka, co jest liczone, w jakim oknie atrybucji i dlaczego.
Jeśli GA4 jest „zrobione kiedyś” i nikt nie pamięta jak, to w praktyce warto je uporządkować od nowa. Dobrze wdrożone analityki często ratują narrację sprzedażową, bo pokazują, że firma ma kontrolę nad lejkiem. Jeśli jesteś na etapie porządków, pomocne będzie profesjonalne wdrożenie Google Analytics 4 — zwłaszcza gdy chcesz mieć pewność, że dane obronią się przed weryfikacją.
4) Uczyń konto „czytelnym”: struktura, nazewnictwo, logika
W koncie przygotowanym do sprzedaży nie chodzi o perfekcję estetyczną, tylko o to, by obca osoba mogła wejść i w miarę szybko zrozumieć, co jest czym. To jest zaskakująco ważne: widziałem konta, które miały dobre wyniki, ale były tak nieczytelne (kampanie „Test1”, „Nowa2”, „Search!!!”), że kupujący uznawał to za ryzyko operacyjne.
Praktyczne zasady porządkowania
- Nazwy kampanii: typ kampanii + cel + lokalizacja/segment (np. „Search | Lead | Wrocław | Instalacje”).
- Rozdzielenie brand/non-brand: żeby było jasne, co jest „łatwą sprzedażą”, a co realnym pozyskiwaniem.
- Segmentacja usług/produktów: minimum sensownego rozbicia, bez mikrozestawów, które nic nie wnoszą.
- Opis strategii stawek: dlaczego jest Max Conversions, dlaczego tCPA, kiedy ręczne CPC.
W usługach lokalnych często wygrywa prostota: 2–4 kampanie search, sensowne grupy tematyczne i poprawne dopasowania. W e-commerce z kolei czytelność zwykle robią: osobne kampanie dla kategorii, kontrola brandu oraz jasna strategia PMax (np. podział na marżę lub bestsellerów).
5) Zrób „higienę” zapytań i wykluczeń: usuń ryzyko przepalania budżetu
Jedno z pytań, które słyszę od przyszłych właścicieli: „czy tu nie ma ukrytego przepalania?”. I często jest — tylko nikt tego nie widzi, bo konto rośnie, a budżet „jakoś się domyka”. Przy sprzedaży firmy warto pokazać, że kontrolujesz jakość ruchu.
- Raport wyszukiwanych haseł: czy jest proces regularnej weryfikacji i dodawania wykluczeń?
- Wykluczenia tematyczne: praca, darmowe, definicje, „jak zrobić samemu” — klasyka usług.
- Wykluczenia lokalizacyjne: jeśli obsługujesz Wrocław i okolice, a połowa klików wpada z drugiego końca kraju, kupujący to zauważy.
- Kontrola sieci reklamowej: czy Search nie „rozlewa się” na partnerów wyszukiwania, jeśli to nie ma sensu.
Krótka anegdota: jedna firma usługowa miała świetne CTR-y i tani CPC, a leadów mało. Po wejściu w hasła okazało się, że duża część ruchu to zapytania edukacyjne typu „ile kosztuje” i „jak samemu”. Po tygodniu pracy na wykluczeniach liczba leadów nie eksplodowała, ale koszt leada spadł tak, że nagle wyniki wyglądały „sprzedażowo”, a nie „marketingowo”.
6) Udokumentuj historię zmian: notatki, testy, sezonowość
W idealnym świecie każda większa zmiana w koncie ma notatkę: dlaczego ją wprowadzono, co miała osiągnąć i jaki był efekt. W praktyce — mało kto to robi. A szkoda, bo przy sprzedaży firmy taka dokumentacja działa jak amortyzator: zmniejsza niepewność.
Co warto przygotować jako prosty dokument (1–2 strony)
- Najważniejsze źródła przychodu/leada z Google Ads (kampanie/typy kampanii).
- Sezonowość (miesiące mocne/słabe) i co wtedy robicie inaczej.
- Najważniejsze testy z ostatnich 6–12 miesięcy (co wyszło, co nie).
- Ryzyka i ograniczenia (np. polityki, ograniczenia branżowe, leady poza godzinami pracy).
To nie musi być raport jak dla korporacji. Wystarczy uczciwy, klarowny opis. Kupujący woli wiedzieć o ryzykach wcześniej niż odkryć je po podpisaniu umowy.
7) Pokaż spójność lejka: strona, landing page, szybkość reakcji
Google Ads rzadko „sprzedaje” w próżni. W szczególności w usługach lokalnych widzimy, że różnica między firmami często nie leży w stawkach, tylko w tym, co dzieje się po kliknięciu: czy strona jest czytelna, czy formularz działa na telefonie i czy ktoś oddzwania.
Jeśli przygotowujesz firmę do sprzedaży, warto przynajmniej audytowo przejść przez kluczowe landing page’e:
- czy mają jasną ofertę, cennik „od”, zakres usług, lokalizację;
- czy formularz nie jest zbyt długi i czy działa poprawnie na mobile;
- czy są elementy zaufania (opinie, realizacje, certyfikaty);
- czy strona ładuje się szybko i nie generuje błędów w tagach.
Jeśli strona wymaga przebudowy, to lepiej zrobić to wcześniej niż „po sprzedaży”. Kupujący lubi przejąć firmę z działającym, stabilnym silnikiem pozyskiwania leadów. Przy okazji, gdy w grę wchodzi odświeżenie serwisu, sensownie jest oprzeć je o specjalistów od tworzenia stron internetowych we Wrocławiu — bo wtedy kampanie mają gdzie dowozić wynik, a analityka ma co mierzyć.
8) Uporządkuj automatyzację i „czarne skrzynki” (PMax, broad, smart bidding)
Automatyzacja w Google Ads działa — ale dla kupującego bywa niepokojąca, jeśli nie wiadomo, co ją zasila i jak jest kontrolowana. Performance Max, szerokie dopasowania, inteligentne strategie stawek: to wszystko może być świetne, pod warunkiem że widać zasady gry.
Jak „odczarować” automatyzację dla kupującego
- PMax: opisz feed, podział na cele (np. bestsellery vs. reszta), sygnały odbiorców, zasady dotyczące zasobów.
- Smart bidding: pokaż, na jakich konwersjach optymalizujesz i czy są one jakościowe.
- Broad match: udowodnij, że masz kontrolę przez wykluczenia i strukturę.
W e-commerce często spotykam sytuację „PMax robi wszystko”. Działa, dopóki nie zmieni się feed albo polityka cenowa. Konto przygotowane do sprzedaży ma plan B: co się stanie, jeśli trzeba będzie wyłączyć część asortymentu, podnieść ceny, albo zmienić politykę dostaw.
9) Zadbaj o zgodność: polityki, zgody, prywatność
To nie jest najbardziej „seksowny” temat, ale w transakcjach wraca. Uporządkuj:
- czy reklamy i rozszerzenia są zgodne z politykami (zwłaszcza branże wrażliwe);
- czy weryfikacje reklamodawcy są zakończone;
- czy tryb zgody (Consent Mode) jest wdrożony tam, gdzie powinien;
- czy remarketing ma podstawy (i czy w ogóle jest potrzebny w danym modelu).
Jeżeli kupujący zobaczy ryzyko zawieszenia konta albo brak zgodności, często „dolicza” to do ryzyka transakcyjnego — a to bywa argument do negocjacji ceny. Lepiej mieć to zamknięte.
10) Przygotuj krótkie, zrozumiałe KPI: tak, żeby dało się je porównać
W rozmowach o sprzedaży firmy liczby muszą być porównywalne. „Mieliśmy dużo leadów” to nie KPI. „Średnio 120 leadów/mies., CPL 85 zł, 35% leadów kwalifikowanych” — to już brzmi jak proces.
| Obszar | Co pokazać | Dlaczego to pomaga w sprzedaży |
|---|---|---|
| Efektywność | CPL/CPA, ROAS, koszt kliknięcia, udział w wyświetleniach | Ułatwia ocenę skali i stabilności |
| Jakość | % leadów kwalifikowanych, top frazy, top produkty/kategorie | Pokazuje, że to nie są „puste” konwersje |
| Ryzyko | Sezonowość, zależność od brandu, ograniczenia polityk | Buduje zaufanie i zmniejsza niepewność |
| Proces | Jak często optymalizujecie, co testujecie, kto ma dostęp | Dowód, że to system, nie przypadek |
W usługach lokalnych dorzuciłbym jeszcze jeden wskaźnik: czas reakcji na lead (jeśli da się go oszacować). Czasem kampania jest „winna”, a problemem jest to, że nikt nie oddzwania przez 6 godzin. Kupujący, który chce skalować, będzie o to pytał.
11) Przygotuj konto do przekazania operacyjnego: co ma wiedzieć nowy właściciel
Najlepsze konta do sprzedaży mają „instrukcję obsługi”. Nie rozbudowaną dokumentację, tylko praktyczne minimum:
- jakie kampanie są krytyczne i czego nie ruszać w pierwszym miesiącu;
- co jest cykliczne (np. podbijanie budżetu w sezonie);
- jakie zasoby są powiązane (GA4, GTM, Merchant, CRM);
- gdzie są listy wykluczeń i dlaczego takie;
- jak wygląda proces tworzenia nowych reklam/landingów.
W praktyce często robimy to w formie krótkiej rozmowy i jednego pliku „handover”. Dla kupującego to sygnał: „to jest poukładane”.
12) Kiedy to zrobić i ile czasu to zajmuje?
Jeżeli planujesz sprzedaż w perspektywie kilku miesięcy, nie zostawiaj Google Ads na koniec. Porządkowanie pomiaru, własności i struktury wymaga czasu, bo zmiany muszą „przejść” przez dane. Z mojego doświadczenia:
- 2–4 tygodnie — uporządkowanie dostępów, struktury, podstawowych konwersji;
- 4–8 tygodni — poprawa jakości pomiaru i optymalizacja pod właściwe cele;
- 8–12 tygodni — sensowna historia wyników po zmianach (ważne dla wiarygodności).
Jeśli kampanie są prowadzone aktywnie i chcesz to „opakować” w stabilny proces, zwykle najlepiej działa stała opieka — wtedy widać, że to nie jednorazowe sprzątanie. W takim modelu sprawdza się profesjonalne prowadzenie kampanii Google Ads z regularną optymalizacją i raportowaniem, które da się potem łatwo pokazać kupującemu.
Podsumowanie: konto Google Ads jako asset, nie zagadka
Przygotowanie Google Ads do sprzedaży firmy to w dużej mierze praca „porządkowa”: własność, pomiar, logika konta, ryzyka i dokumentacja. Paradoksalnie to właśnie te elementy, a nie pojedynczy świetny miesiąc ROAS-u, budują wartość w oczach kupującego.
Jeśli miałbym wskazać jedną myśl przewodnią: zrób tak, aby ktoś, kto nie zna Twojej historii, mógł wejść w konto i zrozumieć, jak firma zarabia na reklamach — oraz co trzeba robić, żeby ten mechanizm działał dalej.













