W warsztacie samochodowym najtrudniejsze nie jest „zdobyć klientów” — tylko zdobyć tych właściwych i ułożyć pracę tak, żeby kalendarz zapełniał się równomiernie, a nie falami. Raz jest cisza i nerwowe odświeżanie telefonu, innym razem auta stoją na placu, a terminy uciekają na trzy tygodnie do przodu. Google Ads potrafi ten chaos uporządkować, ale tylko wtedy, gdy podejdziemy do tematu jak praktycy, a nie jak do wrzucenia kilku słów kluczowych i „niech się kręci”.
Dlaczego Google działa dla warsztatu (i dlaczego czasem nie działa)
W reklamie warsztatu samochodowego jest jedna rzecz, której nie da się przeskoczyć: intencja. Klient zwykle nie „marzy” o wizycie w serwisie — on jej potrzebuje. I najczęściej potrzebuje jej szybko, bo auto służy do pracy, dojazdów, wożenia dzieci. To właśnie dlatego Google (wyszukiwarka + mapy) jest tak mocne: łapie ludzi w momencie, gdy szukają rozwiązania.
A teraz druga strona medalu. Google potrafi też przepalić budżet, jeśli kampania jest ustawiona „na wszystko”. W praktyce widzę to regularnie: warsztat chce promować mechanikę, diagnostykę, klimatyzację, wulkanizację, elektrykę, a czasem jeszcze sprzedaż opon… i wrzuca to do jednego worka. Efekt? Kliknięcia od osób z drugiego końca miasta, od poszukiwaczy najtańszej usługi, od klientów, którzy chcą „na już”, a warsztat ma terminy dopiero w przyszłym tygodniu. To nie jest problem Google — to problem strategii.
W Advertio często zaczynamy od prostego pytania: „Jaki kalendarz ma się zapełnić?” Inaczej prowadzi się kampanię, gdy chcesz domknąć wolne okienka na jutro, a inaczej, gdy celem jest kalendarz pełny na 2–3 tygodnie do przodu, bez nerwowych skoków i nadgodzin.
Cel: pełny kalendarz, ale z kontrolą jakości zleceń
Warsztat warsztatowi nierówny. Jeden żyje z szybkich usług (wymiana klocków, oleju, diagnostyka), drugi chce wejść w większe zlecenia (rozrządy, sprzęgła, naprawy po kolizjach), trzeci specjalizuje się w konkretnej marce. To wpływa na wszystko: strukturę kampanii, typ dopasowań słów, harmonogram, a nawet to, czy w ogóle opłaca się walczyć o „najbardziej oczywiste” frazy.
Jeśli celem jest kalendarz pełny na tygodnie do przodu, to zwykle pracujemy na trzech poziomach:
- Stabilny dopływ leadów (telefony i formularze) z fraz usługowych.
- Selekcja: odfiltrowanie zapytań, które robią bałagan (np. „najtańsza wymiana oleju” w mieście, gdy warsztat pozycjonuje się jako jakościowy serwis).
- Kontrola obłożenia: podbijamy lub przykręcamy kampanię w zależności od tego, co dzieje się na hali.
To brzmi prosto, ale diabeł tkwi w ustawieniach. I w danych.
Fundament nr 1: oferta na stronie, która nie marnuje ruchu
Zanim wejdziemy w technikalia reklam, warto powiedzieć coś, co czasem bywa niewygodne: reklama nie naprawi strony, która nie dowozi. W warsztatach widzę to w kółko: kliknięcia są, telefony są, ale klient po wejściu na stronę nie wie, czy warsztat robi jego problem, gdzie jest zlokalizowany i jak się umówić. Albo numer telefonu jest mały i schowany w stopce. Albo strona ładuje się wolno jak diesel w zimie.
Jeśli planujesz odświeżenie serwisu lub nową stronę, to warto podejść do tego pragmatycznie: szybkie ładowanie, wyraźne sekcje usług, od razu widoczny telefon, opinie, zdjęcia warsztatu, prosta nawigacja. Dobrze zrobiona witryna potrafi podnieść konwersję bez dokładania złotówki do budżetu reklam. W przypadku lokalnych firm często współpracujemy z wykonawcami od stron — jeśli szukasz rozwiązania we Wrocławiu, sensownym punktem startu może być oferta tworzenie stron internetowych we Wrocławiu.
Praktyczna obserwacja: warsztat, który ma na stronie prosty cennik „od–do” i uczciwie opisane widełki (np. przegląd, hamulce, klima), zwykle dostaje mniej telefonów „ile kosztuje?”, a więcej konkretnych zapytań o termin. To oszczędza czas recepcji i mechaników.
Fundament nr 2: mierzenie, które pokazuje prawdę (GA4 + połączenia)
W usługach motoryzacyjnych najważniejszym leadem jest telefon. I tu pojawia się klasyczna pułapka: ktoś patrzy na statystyki w panelu reklam i widzi „kliknięcia są, ale konwersji mało”. A potem okazuje się, że ludzie dzwonią, tylko nie jest to poprawnie mierzone.
Żeby podejmować decyzje jak właściciel biznesu, a nie jak człowiek zgadujący po omacku, potrzebujesz:
- Konwersji z połączeń (z reklam i z witryny).
- Konwersji z formularza (jeśli go używasz).
- Podziału na usługi — przynajmniej na poziomie stron/sekcji, żeby widzieć, co naprawdę „ciągnie”.
W praktyce najczęściej kończy się to poprawną konfiguracją zdarzeń w GA4, spięciem Google Ads z analityką i dopięciem śledzenia telefonów z witryny (w zależności od rozwiązania). Jeżeli chcesz mieć to zrobione porządnie i „na czysto”, kluczowa jest dobra implementacja — tu naturalnie pasuje nasza usługa wdrożenia Google Analytics 4.
Anegdota z życia: jeden z warsztatów zgłaszał, że kampania jest nierentowna, bo „na stronie nic się nie dzieje”. Po krótkiej analizie okazało się, że 70% leadów to telefony klikane w numer na mobilce — tylko nikt tego nie mierzył. Po wpięciu poprawnych konwersji kampania nagle zaczęła wyglądać jak złoto. Nie dlatego, że coś „magicznie” się poprawiło. Po prostu wreszcie zobaczyliśmy prawdę.
Struktura kampanii: nie wszystko do jednego worka
Jeśli chcesz pełny kalendarz na tygodnie do przodu, potrzebujesz kampanii, która jest przewidywalna. A przewidywalność w Google Ads bierze się m.in. z sensownej struktury. W warsztatach najczęściej dzielimy to tak:
- Kampania „awaryjna”: frazy typu „mechanik 24h”, „laweta”, „auto nie odpala” (jeśli faktycznie obsługujesz). Zwykle droższa i bardziej nerwowa.
- Kampania „usługowa core”: mechanik + miasto/dzielnica, diagnostyka, hamulce, zawieszenie, serwis olejowy.
- Kampanie specjalistyczne: klimatyzacja, geometria, DSG, elektryka, hybrydy, konkretne marki.
- Kampania remarketingowa (opcjonalnie): dla tych, którzy byli na stronie, ale nie zadzwonili.
Dlaczego to działa? Bo każda z tych grup ma inną intencję, inną cenę kliknięcia, inną sezonowość i często inne „progi bólu” klienta. Wulkanizacja w październiku ma zupełnie inne tempo niż klimatyzacja w maju. Jeśli wrzucisz to razem, algorytm będzie mielił budżet tam, gdzie „łatwiej” złapać kliknięcie — niekoniecznie tam, gdzie jest najlepsza marża i najlepsze dopasowanie do twojego grafiku.
Słowa kluczowe: mniej znaczy więcej (i mniej śmieci na telefonie)
Najbardziej kuszące są szerokie frazy: „mechanik”, „warsztat samochodowy”, „serwis”. One potrafią dowieźć wolumen, ale potrafią też dowieźć bałagan: pytania o usługi, których nie robisz, o ceny „jak najtaniej”, o lokalizacje, których nie obsługujesz. Dlatego pracujemy warstwowo.
1) Frazy „z intencją”
To są zapytania typu: „wymiana klocków wrocław”, „diagnostyka komputerowa [dzielnica]”, „nabicie klimatyzacji cena”. One są mniej ogólne, ale zwykle lepiej rokują. Klient wie, czego chce, i szybciej podejmuje decyzję.
2) Frazy lokalne
W dużym mieście różnica między „Wrocław” a „Krzyki” czy „Psie Pole” potrafi być kluczowa. Ktoś nie będzie jechał przez całe miasto na wymianę żarówki. Dlatego lokalność trzeba traktować serio: w treści reklam, w rozszerzeniach, na stronie docelowej i w ustawieniach lokalizacji.
3) Lista wykluczeń (negatywne słowa)
To jest element, który w warsztatach robi największą różnicę w jakości leadów. Klasyki: „praca”, „staż”, „kurs”, „jak naprawić”, „schemat”, „manual”, „sam”, „olx”, „allegro”. Dochodzą też wykluczenia usług, których nie robisz (np. „blacharka”, jeśli nie robisz), albo marek, których nie chcesz (np. specyficzne wymagające modele).
Ustawienia lokalizacji: drobiazg, który potrafi zjeść budżet
W warsztatach lokalnych widzę jeden częsty błąd: kampania ustawiona na „Wrocław” i… koniec. Google potrafi wtedy wyświetlać reklamy osobom, które interesują się lokalizacją, a nie koniecznie w niej są. W praktyce: ktoś z innego miasta planuje wyjazd i szuka „warsztat Wrocław”, klika, dzwoni, a potem i tak nie przyjedzie.
Do tego dochodzi promień. Dla jednego warsztatu sensowne jest 5–8 km, dla innego 15 km (np. jeśli robi bardziej specjalistyczne rzeczy). Warto to ustawić świadomie i później korygować na podstawie danych: skąd są telefony, z jakich dzielnic wpadają najlepsi klienci, gdzie budżet się marnuje.
Reklamy i rozszerzenia: w warsztacie sprzedaje „konkret”
W usługach motoryzacyjnych nie wygrywa najbardziej kreatywny nagłówek. Wygrywa jasność i wiarygodność. Zamiast „Najlepszy warsztat w mieście”, lepiej działa zestaw konkretów:
- „Diagnostyka i szybka wycena”
- „Termin w 24–72h (jeśli realne)”
- „Faktura VAT / płatność kartą”
- „Gwarancja na usługę”
- „Obsługa flot” (jeśli robisz)
Do tego rozszerzenia: połączeń (telefon), lokalizacji (profil firmy), objaśnień (USP), linków do podstron (np. „Klimatyzacja”, „Hamulce”, „Diagnostyka”). Z mojego doświadczenia: dobrze ułożone rozszerzenia potrafią zrobić różnicę nawet bez zmiany budżetu, bo reklama zajmuje więcej miejsca i „sprzedaje” zanim ktoś kliknie.
Harmonogram emisji: nie płać za kliknięcia, których nie obsłużysz
Brzmi banalnie, ale to jeden z największych „ukrytych wycieków” budżetu. Jeżeli warsztat odbiera telefony od 8:00 do 16:00, a reklamy lecą do 22:00, to płacisz za ludzi, którzy chcą umówić termin wieczorem, dzwonią, nikt nie odbiera i… jutro zadzwonią do kogoś innego. Oczywiście możesz łapać leady formularzem, ale w motoryzacji telefon jest królem.
Najczęściej ustawiamy harmonogram tak, żeby reklamy były mocne w godzinach odbierania telefonów, a poza nimi działały lżej (lub wcale), zależnie od tego, jak wygląda obsługa klienta. Czasem warsztat ma świetną recepcję i oddzwania w 15 minut — wtedy można sobie pozwolić na więcej. A czasem telefon leży na biurku mechanika, który akurat walczy ze śrubą zapieczoną od 10 lat — wtedy trzeba ciąć emisję bez litości.
Jak „wypełnić kalendarz”, a nie tylko „zwiększyć ruch”: zarządzanie popytem
Najciekawszy moment w prowadzeniu kampanii warsztatu zaczyna się wtedy, gdy reklamy działają. Nagle pojawia się problem, który jest… dobrym problemem: kalendarz puchnie. I teraz pytanie: co robimy, żeby to nie skończyło się lawiną niezadowolonych klientów?
W praktyce stosujemy kilka dźwigni:
- Segmentacja usług — jeśli robi się zbyt tłoczno, podbijamy kampanie na bardziej marżowe zlecenia, a ograniczamy te „szybkie, tanie, czasochłonne na obsłudze”.
- Regulacja budżetu i stawek — delikatnie, z wyczuciem. W usługach lokalnych drobna zmiana potrafi mocno przesunąć wolumen.
- Komunikat w reklamie — np. „Najbliższy termin: 3–5 dni”. To potrafi odsiać część „na już” i zostawić klientów, którzy planują.
- Lepsze dopasowanie geograficzne — z czasem często zawężamy obszar do dzielnic, które dowożą najlepszych klientów.
Kontrast z praktyki: dwa warsztaty, podobne budżety. Pierwszy mówi: „Bierzemy wszystko”. Drugi: „Chcemy skupić się na hamulcach, zawieszeniu i diagnostyce, bez tanich ogłoszeń”. Po 2–3 miesiącach ten drugi zwykle ma spokojniejszy kalendarz i mniej telefonów „ile za olej i filtr, ale bez faktury?”. A to przekłada się na atmosferę pracy i realną rentowność, nie tylko liczbę zleceń.
Przykładowy plan kampanii dla warsztatu (realistyczny, bez bajek)
Poniżej przykład, jak może wyglądać sensowny, „kontrolowalny” setup. Oczywiście szczegóły zależą od miasta, konkurencji, stawek i dostępności terminów, ale jako punkt odniesienia działa dobrze.
| Element | Jak ustawiamy | Po co |
|---|---|---|
| Podział kampanii | Core usługi + specjalizacje + awaryjna | Kontrola budżetu i jakości leadów |
| Lokalizacja | Dzielnice / promień + obecność w lokalizacji | Mniej „przypadkowych” klików |
| Konwersje | Połączenia + formularze + kliki w numer | Decyzje oparte na danych, nie na przeczuciu |
| Harmonogram | Mocniej w godzinach odbierania telefonów | Nie płacimy za leady, których nie obsłużymy |
| Wykluczenia | „praca”, „jak naprawić”, nieobsługiwane usługi | Mniej śmieci, lepsze rozmowy |
Najczęstsze błędy, które widzę w kontach warsztatów
Tu lista „z życia”, bez teorii. To są rzeczy, które widzę w audytach i konsultacjach najczęściej:
- Jedna kampania na wszystko + szerokie dopasowania bez kontroli → dużo klików, mało sensownych telefonów.
- Brak wykluczeń → reklama pojawia się na zapytania edukacyjne i ogłoszeniowe.
- Źle ustawiona lokalizacja → płacisz za osoby spoza realnego zasięgu.
- Brak mierzenia połączeń → kampania wygląda na nierentowną, choć generuje robotę.
- „Wszystko na automacie” bez danych → algorytm optymalizuje pod to, co mu dasz. A jak dasz mu złe sygnały, to dostaniesz złe wyniki.
Jeśli chcesz sprawdzić, czy twoje konto ma te problemy (albo czy agencja/wykonawca naprawdę dowozi), sensownym krokiem jest audyt konta Google Ads. W warsztatach audyt często odkrywa proste rzeczy: błędne cele, brak importu konwersji, niepotrzebne sieci, źle dobrane typy dopasowań, dziwne zapytania w raporcie wyszukiwanych haseł.
Ile to kosztuje i kiedy to „zaskakuje”?
Nie da się uczciwie podać jednej kwoty, bo stawki kliknięć i konkurencja różnią się między miastami oraz usługami. Ale da się powiedzieć coś praktycznego: kampania warsztatu zwykle zaczyna się rozkręcać, gdy ma czas na zebranie danych i gdy my wiemy, co jest leadem jakościowym. Czasem pierwsze sensowne efekty są w tydzień (szczególnie przy lokalnych, konkretnych usługach), a czasem potrzeba 3–6 tygodni, żeby wyczyścić ruch, zbudować listy wykluczeń i ustabilizować koszt pozyskania.
Ważne jest też to, co dzieje się po stronie warsztatu. Jeśli nikt nie odbiera telefonów albo oddzwanianie jest „jak się przypomni”, to kampania będzie wyglądała gorzej niż powinna. Google dowiezie zainteresowanie, ale nie zamieni go w wizytę na podnośniku.
Dlaczego warsztaty często wybierają prowadzenie kampanii zamiast „ustaw i zapomnij”
W teorii można zrobić kampanię raz i zostawić. W praktyce w motoryzacji jest sezonowość, zmieniają się ceny części, zmienia się obłożenie, zmienia się konkurencja. Do tego dochodzą „niespodzianki” w danych: raz wyskoczy trend na jakąś usługę, innym razem zaczynają spływać zapytania na temat, którego nie chcesz.
Dlatego stała obsługa Google Ads ma sens wtedy, gdy traktujesz reklamę jak narzędzie do zarządzania popytem. Jeśli interesuje Cię taki model, to naturalnym rozwiązaniem jest prowadzenie kampanii Google Ads w oparciu o cele (kalendarz, marżowość, dostępne terminy), a nie tylko „więcej klików”.
Warto dodać jedno: część klientów trafia do nas po wcześniejszych próbach z freelancerem lub dużą agencją. I to nie jest tak, że ktoś był „zły”. Często po prostu nikt nie zadał kilku podstawowych pytań o to, co warsztat chce sprzedawać i jak wygląda jego praca od środka. A w tej branży detale są wszystkim.
Na koniec: reklama, która szanuje Twój czas na hali
Dobrze ustawiona reklama Google dla warsztatu nie polega na tym, że „telefon dzwoni non stop”. Polega na tym, że dzwoni sensownie: z pytaniami, które umiesz obsłużyć, od ludzi, którzy są w zasięgu, i w godzinach, gdy możesz realnie umówić termin. Wtedy kalendarz zapełnia się stabilnie, tydzień po tygodniu, a nie zrywami.
Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, która najszybciej odróżnia kampanię działającą od takiej, która tylko „mieli budżet”, to jest nią połączenie: struktury + wykluczeń + poprawnego mierzenia. Dopiero na tym fundamencie automatyzacje i optymalizacje mają sens. W przeciwnym razie Google robi dokładnie to, o co prosimy — tylko że my prosimy nieprecyzyjnie.
Tak wygląda to w praktyce, kiedy regularnie rozmawia się z właścicielami warsztatów, zagląda w raporty i słucha, co naprawdę dzieje się po drugiej stronie telefonu. A to, wbrew pozorom, jest najlepszy kompas do tego, żeby kalendarz był pełny — i żeby było to pełne „zdrową robotą”.













