Wiele razy słyszę od klientów: „Konto działa, ale ja nie mam czasu codziennie przeklikiwać wszystkiego”. I to jest zrozumiałe — Google Ads potrafi być jak skrzynka narzędziowa, w której co chwilę ktoś dorzuca nowy klucz. Na szczęście są skrypty: małe automaty, które codziennie „patrzą” na konto za nas i alarmują, gdy dzieje się coś ważnego.
Skrypty Google Ads to jeden z tych tematów, które brzmią „dla programistów”, a w praktyce ratują czas każdemu, kto prowadzi kampanie regularnie. My w Advertio prowadzimy konta głównie dla firm usługowych (dużo Wrocławia i okolic) oraz e-commerce — i niezależnie od branży, scenariusz często jest podobny: kampania potrafi działać tygodniami stabilnie, po czym pewnego dnia budżet „znika” bez efektu albo leady nagle drożeją o 40%. Skrypt nie naprawi wszystkiego za nas, ale pomoże zauważyć problem zanim stanie się kosztowny.
Poniżej opisuję 5 skryptów, które realnie przydają się w codziennej optymalizacji. Bez lania wody: co robią, kiedy je wdrożyć, na co uważać i jak je czytać w praktyce.
Najpierw krótko: czym skrypty Google Ads są (a czym nie są)
Skrypty Google Ads to fragmenty kodu (JavaScript), które uruchamiasz w koncie Google Ads według harmonogramu. Mogą analizować dane kampanii, wprowadzać zmiany (np. pauzować reklamy, podnosić stawki), wysyłać alerty na e-mail lub do arkusza.
Ważna obserwacja z praktyki: największa wartość skryptów nie polega na „automatycznym optymalizowaniu wszystkiego”, tylko na pilnowaniu powtarzalnych kontroli. To trochę jak checklisty w lotnictwie — nie dlatego, że pilot nie umie latać, tylko dlatego, że rutyna bywa zdradliwa.
1) Skrypt alarmujący o spadku konwersji lub wzroście CPA
To najprostszy i jednocześnie najczęściej „zwracający się” skrypt: sprawdza, czy w ostatnich dniach (np. 1–3 dni) konwersje spadły względem poprzedniego okresu, albo czy CPA (koszt konwersji) skoczył powyżej progu.
Kiedy jest najbardziej przydatny?
- Gdy konto ma dużo kampanii i łatwo przeoczyć zmianę trendu.
- Gdy klient ma sezonowość (np. usługi remontowe, stomatologia, kursy) i trzeba szybko reagować.
- Gdy dopiero co wdrożono nowe mierzenie (np. GA4) i przez pierwsze tygodnie chcesz mieć „czujniki” wszędzie.
Anegdota z życia: w jednej z kampanii usługowych leady „zniknęły” z dnia na dzień. Klient był przekonany, że to konkurencja „podbiła stawki”. Skrypt pokazał coś innego: konwersje spadły do zera dokładnie po aktualizacji strony. Okazało się, że formularz działał, ale tag konwersji przestał się odpalać. Bez alertu można by przepalić kilka dni budżetu, wierząc w fałszywą diagnozę.
Na co uważać?
- Porównuj do porównywalnych dni (np. poniedziałek do poniedziałku) — w usługach B2C weekend vs. tydzień robi ogromną różnicę.
- Nie ustawiaj zbyt ciasnych progów — przy małej liczbie konwersji skrypt będzie „krzyczał” bez przerwy.
- Ustal priorytety: co jest alarmem (np. 0 konwersji), a co informacją (CPA +25%).
Ten skrypt nie musi niczego automatycznie wyłączać — wystarczy, że wyśle maila z listą kampanii/adgroupów, które odstają. To często najlepszy kompromis między automatyzacją a kontrolą.
2) Skrypt do kontroli odrzuconych reklam i rozszerzeń
Odrzucone reklamy to klasyk. Zdarzają się rzadziej niż kiedyś, ale nadal potrafią „zabić” wyniki, bo kampania działa, budżet jest, a rotacja kreacji nagle siada. Co gorsza: czasem odrzuca się nie reklamę jako taką, tylko zasób (np. nagłówek w RSA) albo rozszerzenie (obecnie: komponent), przez co jakość zestawu spada.
Jak wygląda problem w praktyce?
Najczęściej dzieje się to w dwóch sytuacjach:
- Klient dodaje nową usługę/produkt i w reklamach pojawiają się sformułowania „na granicy” polityk.
- W e-commerce automatycznie wciągasz elementy z feedu lub strony i nagle gdzieś w tytule pojawia się zakazane słowo, skrót, obietnica („najlepszy”, „gwarantowany efekt”).
Kontrast sytuacyjny: w usługach lokalnych odrzucenie jednej reklamy często boli bardziej, bo kampania potrafi mieć 1–2 grupy reklam „na całą firmę”. W e-commerce odrzucenie pojedynczej kreacji ginie w tłumie… aż do momentu, kiedy dotyczy kategorii z najwyższą marżą.
Co powinien robić skrypt?
- Codziennie sprawdzać statusy reklam/zasobów/komponentów.
- Wysyłać raport z listą odrzuconych elementów i powodem (o ile API go zwraca).
- Opcjonalnie: tworzyć wpis w arkuszu, żeby mieć historię i widzieć, czy problem wraca.
W praktyce to skrypt, który „nie robi roboty za Ciebie”, ale oszczędza czas na ręcznym przeklikiwaniu zakładek. A w Google Ads kliknięcia to koszt — nie w budżecie, tylko w skupieniu.
3) Skrypt „Budget pacing” — pilnowanie tempa wydatków
Jeżeli miałbym wskazać jeden skrypt, który lubią zarówno marketerzy, jak i właściciele firm, to byłby właśnie ten. Budget pacing sprawdza, czy wydatki w danym miesiącu idą zgodnie z planem: czy nie przepalasz budżetu za szybko, albo odwrotnie — czy kampania nie „stoi” i nie wykorzystuje możliwości.
Dlaczego to takie ważne?
W Google Ads łatwo o dwa skrajne scenariusze:
- „Pierwszy tydzień zjada 60% budżetu” — często przez zbyt szerokie dopasowania, nowy test, zmianę stawek lub po prostu wzrost popytu.
- „Budżet leży, a leadów brakuje” — bo kampanię ogranicza stawka, zbyt niski budżet dzienny vs. konkurencja, ograniczenia zasobów albo błędy w targetowaniu.
Realna obserwacja: w firmach usługowych budżet często jest „sztywny” (np. 3–6 tys. miesięcznie) i właściciel chce przewidywalności. W e-commerce budżet bywa elastyczny, ale za to liczy się utrzymanie ROAS. Skrypt pacingu nie rozwiąże strategii, ale szybko pokaże, czy miesiąc „zaczyna się rozjeżdżać”.
| Objaw | Co zwykle oznacza | Co sprawdzam jako pierwsze |
|---|---|---|
| Wydatki wyprzedzają plan o 20–30% | Za szerokie dopasowanie / wzrost stawek / nagły popyt | Raport wyszukiwanych haseł, ograniczenia budżetu, zmiany w ostatnich 7 dniach |
| Wydatki są poniżej planu | Ograniczenie rankingiem, zbyt niski bid/budżet, problem z reklamami | Udział w wyświetleniach, statusy reklam, konkurencyjność słów |
| Wydatki ok, wyniki słabe | Problem z intencją ruchu lub pomiarem | Konwersje (czy są poprawnie mierzone), landing page, dopasowanie do zapytań |
Tego typu skrypt najlepiej działa, gdy masz jasno ustalone: miesięczny budżet, granice tolerancji (np. +/- 10%) i harmonogram wysyłki (np. codziennie rano). Wtedy wiesz, czy reagować od razu, czy to „szum”.
4) Skrypt do wykrywania anomalii w wynikach (spike/drop)
To bardziej „inteligentny” alarm niż prosty próg CPA. Skrypt anomalii porównuje bieżące dane do typowego zachowania konta: klikalność, liczbę kliknięć, koszt, konwersje, współczynnik konwersji. Celem jest wyłapać coś, co statystycznie wygląda podejrzanie.
Co to daje w praktyce?
W codziennej pracy najcenniejsze są sytuacje, których nie widać od razu:
- Nagły wzrost kliknięć z jednego obszaru lub urządzenia (czasem to sezon, czasem coś „dziwnego”).
- Spadek CTR po włączeniu nowych reklam (np. za bardzo „ogólnych”).
- Skok kosztu przy stabilnych kliknięciach (często wzrost CPC przez aukcję lub zmianę jakości).
Przykład: w e-commerce potrafi się zdarzyć, że promocja na stronie kończy się o północy, a reklamy nadal „jadą” na obietnicy rabatu. Anomalia w CVR potrafi to pokazać szybciej niż ręczne sprawdzanie. W usługach bywa odwrotnie: kampania nagle dostaje dużo klików, ale telefon milczy — a po analizie okazuje się, że to awaria infolinii albo zmiana godzin otwarcia w wizytówce.
Warto mieć taki skrypt nawet wtedy, gdy masz dobrze ułożone raporty, bo raporty oglądasz „kiedy masz czas”. Skrypt działa zawsze.
5) Skrypt do kontroli linków docelowych (404, przekierowania, wolne strony)
To skrypt, który najczęściej wdrażamy po… jednej bolesnej wpadce. Wystarczy, że strona zmieni strukturę adresów URL, ktoś usunie podstronę usługi albo sklep przebuduje kategorie. Kampania może nadal generować kliknięcia, ale użytkownik ląduje na 404 albo trafia przez łańcuch przekierowań, który spowalnia ładowanie.
Dlaczego to jest krytyczne?
Bo to problem, który wygląda jak „Google Ads się popsuło”, a w rzeczywistości to kwestia strony. Jeśli firma inwestuje w rozwój serwisu, warto mieć porządną techniczną opiekę — przy większych przebudowach często współpracujemy z zespołami od stron, np. gdy w grę wchodzi tworzenie stron internetowych we Wrocławiu i przenosiny treści. Skrypt kontroli URL jest wtedy dodatkową warstwą bezpieczeństwa.
Co powinien sprawdzać skrypt?
- Kody odpowiedzi: 200 vs. 404/500.
- Przekierowania: czy landing nie robi 3–4 hopów zanim dojdzie do strony docelowej.
- Opcjonalnie: podstawowe metryki czasu odpowiedzi (w przybliżeniu).
Mała praktyczna uwaga: w kontach usługowych często kieruje się ruch na kilka kluczowych podstron (oferta, kontakt, konkretna usługa). Tam taki skrypt jest jak czujnik dymu. W e-commerce landingów jest dużo więcej — wtedy zwykle zawęża się kontrolę do adresów o największym wydatku lub do końcowych URL-i reklam/produktów.
Jak wdrażać skrypty, żeby pomagały, a nie przeszkadzały
Skrypty kuszą, żeby „wrzucić wszystko”. Po kilku tygodniach kończy się to tym, że skrzynka jest zasypana alertami, a Ty przestajesz je czytać. W praktyce lepiej podejść do tego jak do budowania kokpitu w aucie: nie potrzebujesz 15 kontrolek — potrzebujesz tych, które mówią o realnym ryzyku.
3 zasady, które u nas działają
- Najpierw pomiar, potem automatyzacja. Jeśli konwersje są źle skonfigurowane, skrypt „spadek konwersji” będzie generował fałszywe alarmy. Gdy wdrażamy analitykę, robimy to tak, aby dane w GA4 i w Google Ads były spójne — dlatego trzymamy się uporządkowanych wdrożeń (u nas to osobna usługa: wdrożenie Google Analytics 4).
- Alerty mają trafiać do właściwej osoby. Inne alerty interesują specjalistę (np. CTR, statusy reklam), a inne właściciela (np. pacing budżetu). Czasem wystarczy dwa różne harmonogramy maili.
- Każdy alert musi mieć „następny krok”. Jeśli skrypt wykrywa 404, to w raporcie powinna być konkretna lista URL-i. Jeśli wykrywa skok CPA, to dobrze, by pokazywał, które kampanie odpowiadają za zmianę.
Skrypty a audyt konta: kiedy automaty nie wystarczą
Skrypty świetnie pilnują rutyny, ale nie zastąpią strategicznej pracy na koncie. Zdarza się, że konto „ma alerty pod kontrolą”, a i tak nie dowozi, bo problem jest głębiej: struktura kampanii jest niedopasowana do oferty, słowa są zbyt szerokie, brakuje negatywów, kreacje nie odpowiadają na intencję, albo model atrybucji i importy konwersji są pomieszane.
W takich momentach w praktyce robimy krok w tył i rozkładamy konto na czynniki pierwsze — od ustawień, przez pomiar, po strategię stawek i jakość ruchu. Jeśli masz wrażenie, że „coś tu nie gra”, sensownym punktem startu bywa audyt konta Google Ads — nie po to, żeby szukać winnych, tylko żeby uporządkować priorytety: co naprawić dziś, co w tym tygodniu, a co jest tylko kosmetyką.
Jak to łączy się z codziennym prowadzeniem kampanii
Najlepszy układ, jaki widzę w firmach, które rosną, wygląda tak: skrypty robią „nocną zmianę” i pilnują, żeby rano nikt nie wchodził w konto w ciemno. A człowiek robi to, co wymaga kontekstu: dobiera słowa, rozumie marżę, rozmawia z klientem o jakości leadów, testuje komunikaty, analizuje zapytania.
Dlatego skrypty są szczególnie skuteczne, gdy kampanie są prowadzone konsekwentnie i ktoś faktycznie reaguje na sygnały. Jeśli potrzebujesz takiej opieki — regularnego prowadzenia, testów i iteracji — to naturalnym uzupełnieniem jest prowadzenie kampanii Google Ads w modelu, gdzie automaty wspierają proces, a nie go udają.
Podsumowanie: 5 skryptów, które robią różnicę
Jeśli masz wybrać tylko kilka automatyzacji, które realnie pomagają w codziennym zarządzaniu kontem, zacznij od tych pięciu: alarm spadku konwersji/CPA, kontrola odrzuceń, pacing budżetu, wykrywanie anomalii oraz kontrola URL-i. To zestaw, który sprawdza się zarówno w lokalnych usługach (gdzie liczy się szybkość reakcji), jak i w e-commerce (gdzie liczy się skala i stabilność).
I jeszcze jedno: skrypty mają sens wtedy, gdy odzwierciedlają Twoją rzeczywistość biznesową. Inne progi ustawisz dla kancelarii we Wrocławiu, inne dla sklepu z tysiącami produktów. Automatyzacja jest dobra nie wtedy, gdy jest „sprytna”, tylko wtedy, gdy jest dopasowana.












