Jeśli sprzedajesz usługę, w której klient płaci dopiero po 2–3 miesiącach, klasyczne „ROAS z Google Ads” potrafi doprowadzić do fałszywych wniosków. Widziałem to wiele razy: kampania wygląda jak porażka w pierwszym miesiącu, a po kwartale okazuje się najlepszym źródłem sprzedaży. Da się to mierzyć sensownie — tylko trzeba inaczej ułożyć metryki i dane.
W usługach rozliczanych „po czasie” (abonament, opłata po wdrożeniu, cykliczne raty, wynagrodzenie sukcesowe) ROAS jest jednym z najtrudniejszych KPI. Nie dlatego, że jest niepotrzebny — tylko dlatego, że w pierwszych tygodniach najczęściej… nie ma jeszcze czego liczyć. A mimo to decyzje budżetowe trzeba podejmować tu i teraz.
W praktyce rozmawiam z firmami usługowymi z Wrocławia (i nie tylko), które mają bardzo podobny problem: leady wpadają, telefony dzwonią, konsultacje są umawiane, ale pieniądze pojawiają się w CRM dopiero po 60–120 dniach. W Google Ads i GA4 przez długi czas widzimy więc „koszty” bez „przychodów”, a to prosta droga do przedwczesnego przycinania kampanii.
Dlaczego klasyczny ROAS nie działa w modelu „płatność po 3 miesiącach”
ROAS (Return on Ad Spend) w najprostszej wersji to przychód / koszt reklamy. W e-commerce przychód pojawia się w kilka minut, więc metryka ma sens nawet w krótkich oknach czasu. W usługach czas między kliknięciem a przychodem bywa długi i nierówny:
- klient zostawia zapytanie, ale wraca po tygodniu z dodatkowymi pytaniami,
- pierwsza konsultacja jest za 10–14 dni,
- umowa jest podpisywana po akceptacji oferty,
- faktura jest wystawiana dopiero po rozpoczęciu lub zakończeniu prac,
- płatność wpływa z opóźnieniem (albo w ratach).
W efekcie ROAS liczony „na bieżąco” wygląda jak zero, a potem nagle rośnie skokowo. I teraz najważniejsze: jeśli optymalizujesz kampanie tylko pod krótkoterminowy ROAS, bardzo łatwo odetniesz najlepsze źródło przyszłych przychodów.
Zacznij od uporządkowania definicji: co jest „przychodem” w usługach?
To brzmi banalnie, ale na callach potrafimy poświęcić temu 30 minut. Bo „przychód z klienta” może oznaczać różne rzeczy:
- Przychód fakturowany (np. wystawiona faktura po 3 miesiącach),
- Przychód zapłacony (realny wpływ na konto),
- Wartość kontraktu (np. 12-miesięczny abonament, nawet jeśli płatny miesięcznie),
- Marża (często ważniejsza niż przychód, bo koszty realizacji usług potrafią się różnić),
- LTV (wartość klienta w czasie — szczególnie w usługach cyklicznych).
Jeśli płatność jest po 3 miesiącach, to „przychód” do ROAS najczęściej powinien być: wartość podpisanej umowy albo wartość klienta na ustalonym horyzoncie (np. 6 miesięcy). To pozwala nie czekać kwartału, żeby zobaczyć sensowny zwrot.
Dwa poziomy pomiaru, które ratują ROAS: mikro i makro
W usługach dobrze działają dwa równoległe poziomy:
1) Mikro-konwersje (wcześniejsze sygnały)
To zdarzenia, które pojawiają się szybko i dają się mierzyć natychmiast. Przykłady:
- wysłanie formularza,
- klik w numer telefonu (na mobile),
- klik w e-mail,
- umówienie terminu konsultacji (jeśli masz kalendarz),
- wejście na stronę „cennik” lub „oferta” i spędzenie tam czasu,
- pobranie PDF,
- rozpoczęcie czatu.
To nie jest jeszcze ROAS, ale to Twoje „wczesne paliwo decyzyjne”. Bez tego kampanie w długim cyklu sprzedaży prowadzi się jak auto bez wskaźników.
2) Makro-konwersje (prawdziwa sprzedaż)
Tu mówimy o etapach bliżej pieniędzy:
- lead zakwalifikowany (SQL),
- zaakceptowana oferta,
- podpisana umowa,
- pierwsza płatność / opłacona faktura,
- odnowienie abonamentu.
W idealnym świecie to te zdarzenia lądują w Google Ads jako konwersje z wartością, a mikro-konwersje służą do bieżącej optymalizacji i diagnostyki.
Model, który działa w praktyce: ROAS prognozowany (proxy) + ROAS potwierdzony
Gdy płatność jest po 3 miesiącach, polecam wprowadzić dwa ROAS-y:
- ROAS prognozowany — liczony na podstawie wcześniejszych etapów (np. wartości leadów lub SQL) i historycznej konwersji do sprzedaży.
- ROAS potwierdzony — liczony po czasie, gdy znamy realny przychód (umowy/płatności).
To pozwala jednocześnie prowadzić kampanie „tu i teraz” i nie oszukiwać się co do długoterminowej efektywności.
Jak policzyć wartość leada (żeby ROAS prognozowany nie był wróżeniem)
Najprostsza metoda, którą często wdrażamy u firm usługowych, wygląda tak:
| Element | Przykład |
|---|---|
| Średnia wartość umowy | 9 000 zł |
| Marża (opcjonalnie) | 40% |
| Konwersja z leada do umowy | 15% |
| Wartość 1 leada (przychód) | 9 000 zł × 15% = 1 350 zł |
| Wartość 1 leada (marża) | 9 000 zł × 40% × 15% = 540 zł |
I teraz: jeśli Google Ads w danym tygodniu przyprowadził 20 leadów, to prognozowany przychód to 27 000 zł (20 × 1 350 zł). Oczywiście to uśrednienie — dlatego ważne jest, by równolegle uczyć się jakości leadów (o tym za chwilę).
Najczęstszy błąd: wszyscy leady mają taką samą wartość
W usługach to prawie nigdy nie jest prawda. Anegdota z jednego z projektów (bez nazw): klient miał dwa źródła leadów — formularz kontaktowy i telefon. Formularz generował dużo zapytań „proszę o wycenę” od osób porównujących 5 ofert. Telefonów było mniej, ale częściej kończyły się podpisaną umową. Gdybyśmy ustawili jedną wartość dla wszystkich leadów, kampania optymalizowałaby się w stronę tańszych, ale słabszych jakościowo formularzy.
Dlatego sensownie jest różnicować wartości:
- lead z telefonu = wyższa wartość,
- lead z formularza = bazowa wartość,
- lead z formularza + wybór budżetu/zakresu = jeszcze wyższa wartość,
- umówienie konsultacji w kalendarzu = najwyższa wartość mikro (bo to mocny sygnał intencji).
Skąd wziąć dane o „płatności po 3 miesiącach” i połączyć je z Google Ads?
Tu są trzy poziomy dojrzałości. Każdy jest OK — ważne, żeby świadomie wybrać etap i go dopracować.
Poziom 1: GA4 + ręczne raportowanie sprzedaży
Na start często wystarcza: poprawnie wdrożone GA4, komplet mikro-konwersji i cykliczne (np. miesięczne) dopisywanie w Excelu: ile umów przyszło z leadów z Google Ads. Nie jest to idealne, ale pozwala przestać działać na „czucie”.
Warunek: musisz mieć spójny sposób identyfikacji leadów (np. ID w formularzu, numer telefonu dynamiczny, notatki w CRM).
Poziom 2: Import konwersji offline do Google Ads
To jest moment, w którym ROAS zaczyna być „prawdziwy”. Importujesz do Google Ads zdarzenia typu „podpisana umowa” albo „opłacona faktura” wraz z wartością. Google może wtedy optymalizować nie pod leady, tylko pod realny wynik biznesowy — nawet jeśli pojawia się po tygodniach.
W praktyce zwykle wygląda to tak:
- Użytkownik klika reklamę i zostawia lead.
- W danych zapisuje się identyfikator kliknięcia (GCLID/GBRAID/WBRAID).
- Po 3 miesiącach w CRM zmieniasz status na „sprzedaż” i znasz wartość.
- Wysyłasz te dane do Google Ads (ręcznie plikiem lub automatycznie integracją).
To podejście jest szczególnie ważne, gdy kampanie są większe i różnice między frazami/miastami/usługami robią się duże.
Poziom 3: Pełny lejek + atrybucja wielokanałowa
Nie zawsze jest potrzebny, ale bywa kluczowy w usługach B2B. Wtedy patrzymy nie tylko na „ostatnie kliknięcie z Google Ads”, ale też na udział kampanii w całej ścieżce: pierwszy kontakt, powrót przez remarketing, wejście z brandu po 2 tygodniach, itd.
Tu krytyczne jest poprawne wdrożenie analityki. Jeśli chcesz mieć stabilną podstawę, a nie „pomiary z taśmy”, to naturalnym krokiem są porządne wdrożenia Google Analytics (GA4 + zdarzenia + porządek w źródłach + przygotowanie pod import offline).
Okno konwersji, opóźnienia i dlaczego Twoje raporty „kłamią” przez pierwsze tygodnie
W Google Ads i GA4 istnieje coś takiego jak okno atrybucji/konwersji. Jeśli ustawisz zbyt krótkie (albo zostawisz domyślne niepasujące do Twojego cyklu), to część sprzedaży nie zostanie przypisana kampaniom — nawet jeśli reklama była początkiem relacji.
W modelu „płatność po 3 miesiącach” zwróć uwagę na:
- conversion window dla importowanych konwersji (czy sprzedaż po 90 dniach jeszcze się liczy),
- opóźnienia raportowania (szczególnie przy modelowaniu danych),
- atrybucję (data-driven vs last click) — w długim cyklu to robi różnicę.
W praktyce spotkałem się z sytuacją, gdzie firma „ucięła” kampanię, bo w panelu przez 6 tygodni nie było sprzedaży. Po przywróceniu kampanii i ustawieniu importu offline okazało się, że sprzedaż była — tylko lądowała w innych kanałach lub wypadała poza okno. To jeden z tych przypadków, kiedy audyt oszczędza realne pieniądze, bo pokazuje, czy problemem jest reklama, czy pomiar. Jeśli masz podejrzenie, że raporty nie zgadzają się z rzeczywistością, dobrym punktem wyjścia jest audyt konta Google Ads.
Jak ustawić cele i raportowanie, żeby nie zwariować przez 90 dni
W firmach usługowych najlepiej sprawdza się rytm raportowania dopasowany do lejka. Zamiast czekać na „ROAS po płatności”, patrzymy warstwowo:
- Tydzień do tygodnia: koszt leada, wolumen leadów, udział zapytań wartościowych, wskaźniki jakości ruchu.
- Miesiąc do miesiąca: koszt SQL, koszt umówionej konsultacji, trendy jakości (np. mniej leadów, ale lepszych).
- Kwartalnie: ROAS potwierdzony (umowy/płatności), porównanie kohort (sprzedaż z leadów z danego miesiąca).
Kohorty to w ogóle niedoceniany temat. Jeśli lead wpadł w styczniu, a płatność jest w kwietniu, to przypisz sprzedaż do kohorty styczniowej (a nie do kwietnia). Dzięki temu widzisz, czy styczniowe zmiany w kampanii poprawiły jakość leadów, zamiast mieszać wszystko w jednym worku.
Jakość leadów: prosty system, który działa nawet bez rozbudowanego CRM
Nie każdy ma CRM z prawdziwego zdarzenia. Często jest „pół na pół”: trochę w mailu, trochę w telefonie, trochę w Excelu. Da się jednak wprowadzić minimalny system jakości, który potem wykorzystasz do ROAS prognozowanego:
- Ustal 3 statusy: nietrafiony, OK, idealny.
- Po rozmowie handlowej zaznacz status (może być nawet w arkuszu).
- Raz w miesiącu policz: ile leadów z Google Ads było „OK/idealnych”.
- Na tej podstawie aktualizuj wartość leada (bo konwersja lead→umowa rośnie lub spada).
To prosty mechanizm, ale zmienia rozmowę o kampanii: z „dlaczego leady są drogie?” na „czy leady są właściwe?”. A to w usługach zwykle ważniejsze.
Co z tym zrobić w Google Ads: strategia stawek i sygnały dla algorytmu
Jeśli system pomiaru jest ułożony, dopiero wtedy warto rozmawiać o „inteligentnym” skalowaniu. W usługach z długim cyklem sprzedaży najczęściej idziemy w jedną z dróg:
- Optymalizacja pod mikro-konwersję (np. formularz) + wartości różnicowane jakością. Dobre na start i przy mniejszej liczbie sprzedaży.
- Optymalizacja pod konwersje offline (umowa/płatność) — gdy masz już stabilny import i odpowiedni wolumen.
Ważne: jeśli kampania ma mało danych „twardych” (np. 5 sprzedaży na miesiąc), algorytm może mieć problem z uczeniem. Wtedy mikro-konwersje są jak koła treningowe — pozwalają utrzymać stabilność, zanim dołożysz właściwy sygnał przychodu.
Jeżeli potrzebujesz wsparcia stricte w prowadzeniu i optymalizacji, to naturalnym rozwiązaniem jest profesjonalne prowadzenie kampanii Google Ads (często łączone u nas z porządnym pomiarem i importem offline, bo bez tego kampanie w usługach są po prostu mniej przewidywalne).
Strona i formularz też „mierzą ROAS” — tylko nikt tego tak nie nazywa
Jest jeszcze jedna rzecz, którą widzę regularnie: kampania jest oceniana przez pryzmat ROAS, a tymczasem największe straty są po stronie strony internetowej. Formularz zbyt długi, brak informacji o widełkach cenowych, brak zaufania (opinie, realizacje), nieczytelna oferta. W usługach to potrafi obniżyć konwersję 2–3x, a wtedy żaden ROAS nie będzie wyglądał dobrze — nawet jeśli reklamy są ustawione poprawnie.
W praktyce czasem wystarczy drobna zmiana: dodanie sekcji „jak wygląda współpraca”, skrócenie formularza do 4 pól albo wyraźne CTA do telefonu. Jeśli firma jest na etapie budowy lub przebudowy witryny, sensownym punktem odniesienia jest tworzenie stron Wrocław — bo w usługach strona to nie wizytówka, tylko element lejka, który bezpośrednio wpływa na koszt pozyskania klienta.
Podsumowanie: ROAS w usługach da się mierzyć, ale trzeba go „rozciągnąć w czasie”
Gdy klient płaci po 3 miesiącach, nie uciekasz od ROAS — po prostu budujesz go warstwowo:
- Ustal, co jest Twoim przychodem (umowa, płatność, LTV, marża).
- Mierz mikro-konwersje i różnicuj ich wartość (bo lead leadowi nierówny).
- Wprowadź ROAS prognozowany, żeby podejmować decyzje bez czekania kwartału.
- Równolegle buduj ROAS potwierdzony przez import konwersji offline.
- Raportuj w kohortach, bo inaczej pomieszasz miesiące i wyciągniesz złe wnioski.
Najbardziej satysfakcjonujące momenty w tej pracy to te, kiedy po 2–3 miesiącach „nagle” spina się to, co wcześniej wyglądało jak chaos: okazuje się, że kampania generowała sprzedaż, tylko firma nie miała narzędzi, by to zobaczyć. A gdy już to widać — budżet przestaje być zgadywanką, a zaczyna być inwestycją.














